Niespodzianka

Z racji iż dalekie plany nie są obecnie możliwe do realizacji, postanowiliśmy odwiedzić z zaskoczenia Zosię. Blisko, wygodnie i nocleg darmowy 😉 A ileż radości! Schowaliśmy auto na podwórku, a że Zosia akurat wracała z psem, łatwo było wyjść jej na przeciw i Mały od razu mógł powitać babcię. Dzień wcześniej Mężu dzwonił by wybadać, czy nie ma żadnych innych gości, a tu zaraz za nami przyjechała ciotka Maryla i zrobił się w domu gwar. Kawa i ciasto poszły na stół, a w naszym przypadku karmienie Smyka i wyjście na pizzę, gdyż wiadomo, wizyty z zaskoczenia wiążą się z brakiem obiadu dla całej ferajny. Zresztą co jak co, ale na pizzę to my zawsze chętni. Przy okazji zrobiliśmy trochę zakupów uzupełniających lodówkę i można było wybrać się na wieczorny festyn. Mały trafił na darmową przejażdżkę bryczką, a my czatowaliśmy na wygraną w loterii – nie trafioną, ale nic to.. jak to mówią, kto nie ma farta w takich akcjach, ten ma szczęście w miłości 🙂 I tego będziemy się trzymać. 

Mężu wieczorem spotkał się na pogaduchy z Damianem, ja mogłam pogadać z Zosią, później kąpanie i usypianie szkrabka. By w świąteczny poniedziałek ruszyć z nim na ślizgawkę, aż do zmęczenia materiału – mojego i ślizgawki, oczywiście. Babcia przejęła po drzemce energicznego malucha, a my pojechaliśmy nad pobliskie piękne jezioro…

 

 

 

 

lake

 

 

 

 

 

Obejrzeliśmy po raz pewnie piąty, czy nawet szósty „Dirty Dancing” (cóż za sentyment do tego filmu..) i te wolne dni zleciały w moment. A że jeszcze wczoraj Mężu załapał urlop, to ostatnim rzutem na wakacyjną taśmę, dotarliśmy nad morze! Można powiedzieć, że i dla nas była to niespodzianka, bo do ostatniej chwili nie było wiadomo czy jedziemy, czy nie i czy będzie to słoneczny dzień. Był. 🙂 

 

 

 

 

błękit

 

 

 

 

Plażowanie, opalanie, gry w piłkę, bieganie po piasku, obiad w barze, gofry i lody na deser, czyli standardowe punkty nadmorskiego programu, zostały zrealizowane.. Taki dzień robi smaka na kolejne, ale cóż, trzeba było wracać i niestety piękne chwile okupić katarem. Mimo słońca bowiem i dość wysokiej temperatury, wiało na plaży i przydałaby się już czapka zakrywająca uszy, a nie tylko taka z daszkiem. Czyli od rana już wizyta u pediatry i można powiedzieć, że wakacje kończymy z przytupem.

Chociaż, kto wie.. jeszcze do końca sierpnia kawałek czasu 😉

 

 

 

 

morski klimat

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s