Tańce

Pierwszy wieczór u Zosi spędziliśmy w ogrodzie, ale był taki upał, że i na dworze i w domu ledwo dało się wysiedzieć. U nas nie może być spokojnego przejścia, tylko z 18 na 34 stopnie, albo jak dziś z powrotem na 18 i deszcz.. W gorące noce ledwo dało się spać, Mały się męczył, kręcił i my też.. Nawet wędrówka po ryneczku nie była przyjemnością i w ogóle podziwiałam sprzedawców działających w tym ukropie. Zjedliśmy lody, które wcale ochłody nie przyniosły, a Syn bawił się później przy basenie zrobionym z dużej miski wypełnionej wodą. Woda też nie chłodziła, co nie przeszkadzało maluchowi bawić się i taplać w niej na całego. Taki umorusany i szczęśliwy wylądował w wannie, dostał kolację, a my zaczęliśmy się szykować do wyjścia na urodziny.


O 19 większość ekipy już się zebrała, lokal nieduży ale przytulny. Stoły ładnie nakryte, podano rosół i różne mięsa na drugie danie, do tego wybór surówek, potem ciasta, napoje i poczuliśmy się jak na weselu. Było nas wszystkich 20 osób, rozkręciły się tańce, nareszcie mogłam ruszyć na parkiet z Mężem i wirować w jego ramionach. Tańce były z takim przytupem, że ledwo wystarczało tchu, w parach, osobno, w kółku, wężyki, zorba i tym podobne. Po długiej przerwie kondycja kiepska, ale nadrabialiśmy zapałem 🙂

Solenizant w jednym z prezentów dostał piwny tort

 

 

 

nietypowy tort

 

 

 

 

śmietankowo-czekoladowy też miał, a po północy załapał się na urodzinowe pasy od gości – po dziesiątym uratował go chwilowy brak prądu. Pasy mu darowano, na stół wjechały sałatki, wędliny, pieczone bułeczki z masłem, ogórki małosolne i to wcale nie był koniec. Normalnie Damian zaszalał na całego, były jeszcze krokiety z kapustą i grzybami, pieczone udka i barszcz. Musiałam się mocno pilnować, żeby się na noc nie objadać, ale choć trochę tych pyszności spróbować. Po 22 zaczęliśmy się stresować, czy Synek na tyle się wyciszy, żeby zasnąć przy Zosi. Trochę to trwało, ale udało się i po czytaniu bajek i opowiadaniu wymyślonych zasnął wreszcie i nawet dał się przenieść do swojego turystycznego łóżka. Czyli po raz pierwszy od jego urodzenia zostaliśmy razem na imprezie. Z jednej strony fajnie, ale z drugiej serducho mi się ściskało na myśl, że nie było mnie przy jego zasypianiu. No cóż, trzeba się uodparniać, w końcu rośnie szybko, za rok pójdzie do przedszkola i będzie coraz bardziej samodzielny.  

Tymczasem korzystaliśmy z wychodnego i tańczyliśmy do nocy. W niedzielę Mężu odsypiał na raty, ja z Małym ruszyłam na mały spacer by dotlenić się chłodniejszym już powietrzem. Oglądaliśmy tabliczki na bramach i płotach i trafiliśmy na taką o:

 

 

 

 

gospodarz

 

 

 

lepiej było się więc szybko ewakuować z takiego terenu i zmykać na obiad w przyjazne rejony. Do domu wracaliśmy dość wcześnie, żeby drzemka wypadła w trasie, dzięki temu podróż minęła nam spokojnie i witamy w nowym tygodniu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s