Plażowanie

Takie upały nas dopadły, że tylko chłodne kąpiele brać i podłączyć się do wodopoju. Na firmowym pikniku towarzystwo rozeszło się po terenie. Przy grillu było za gorąco, więc część oglądała zwierzaki, inni podróżowali z dziećmi statkiem – niestety tylko po trawie, a wodne oczko okupowane było przez czarne łabędzie. Z jednej strony cieszyłam się, że zobaczyłam współpracowników, porozmawiałam z koleżankami, z dyrektorem i w ogóle przypomniałam szefom o istnieniu mojej osoby. Ale z drugiej, nie udało się uniknąć odrobiny stresu, ani uciec przed wysłuchaniem narzekania na atmosferę w pracy. Teraz łatwo mi się zdystansować, ale wiem, że będąc w firmie dzień w dzień przesiąka się tym klimatem i nie raz człek bywał zdenerwowany. Cieszę się więc, że mam jeszcze czas dla siebie, dla Syna i rodziny i chcę go wykorzystać jak najlepiej 🙂
Festyn sobotni był raczej skromny, z jednym dmuchanym zamkiem, miejscem na pokazy karateków, malowaniem dziecięcych buziek, czekoladową fontanną i sceną, na której śpiewano, tańczono i przeprowadzano konkursy. Za to nagrody w tych konkursach wypasione, bo i rower i tablety i hulajnogi. Z naszym maluchem mogliśmy jedynie pooglądać, ale może to i lepiej, bo nie udało by się uniknąć ogromnej kolejki do zamkowej zjeżdżalni i zamiast luźnej godzinki, spędzilibyśmy trzy – w pełnym słońcu. A tak można było ruszyć po kwiaty i rozpocząć tworzenie balkonowych mini rabatek. Zakwitła tam Campanula, pojawiły się pelargonie i dla zakrycia otwartych przestrzeni, dwie tuje. Póki dziecię spało, działaliśmy razem. Później, dla dokończenia dzieła, Męża należało zamykać na balkonie, by Mały nie rozniósł całej ziemi i nie podlewał kwiatów łącznie z samym sobą 🙂
A że w niedzielę temperatury osiągnęły już punkt tropikalny, to po obejrzeniu występów pani Ewy i zajrzeniu do stoisk pod platanami, odwieźliśmy Mamę i pojechaliśmy nad wodę. Pierwsza kąpiel za nami, Mały nie chciał wychodzić z rzeki. Cieplej było niż nie raz w lipcu, czy sierpniu. Leniuchowanie na kocu przydało się nam wszystkim, choć najmłodszy ciągle był zapracowany na plażowej piaskownicy. Prawdziwy z niego facet ciągle „baby” mu w głowie 😉 Ale trzeba przyznać, że kiedy owe babki robi, to rodzice mogą odpocząć, bo siedzi w jednym miejscu i potrafi przesypywać ten piasek w tą i z powrotem. Dać mu tylko łopatkę, foremki i nieograniczony dostęp do plaży.. a przy okazji i ja skorzystam opalając się wreszcie trochę, bo letnie spódnice czekają już tylko na ten osławiony brąz, tudzież mahoniowy odcień skóry..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s