Zaskakująco

Skończyłam pisać piątkowy wpis, a tu reszta dnia rozkręciła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i wyczarowała ciąg kolejnych spotkań. Z Małym posiedzieliśmy na placu zabaw w towarzystwie mojej Mamy, pogaduchy przeplatane babkami z piasku i zjazdami na ślizgawce. Potem zrobił się nam maraton sklepowy, bo trzeba było zakupić co nie co na weekendowy wyjazd. Tata zadzwonił, żeby znaleźć lane kluski, bo szykuje czerninę i rosół i tak latałyśmy za tymi kluskami do trzech marketów. Odwiozłam Mamę i umówiona byłam z Hanią. Mężu przejął Syna do wózka, zanim ruszył w trasę spotkaliśmy Emilę – siostrzenicę Hani, więc chwila rozmowy. A tu już telefon, że Oliwki krążą właśnie po osiedlu z Moniką i czy dołączę. Zasiedliśmy z nimi w piaskownicy, dziewczyny poznały męża mego, na plac dołączyli jeszcze sąsiedzi z córką, zrobił się rejwach podsycany dziecięcymi piskami i zleciało w moment do 20! Dobrze, że Mężu przypomniał mi o Hani, bo byłam już tak zakręcona, że bym nie dotarła. Chłopaki poszli jeść, a ja jeszcze z krótką wizytą do niej i już jesteśmy umówione na jakiś spacer w obecnym tygodniu. 

 

Sobota upłynęłam z rodzinką nad jeziorem, gorąc niesamowity (24 C), plaża, parasol dla cienia i Mały też dołączył do, pierwszego w tym roku, moczenia stóp w jeziorze 🙂 Jeszcze grill, lenistwo na kocu i powrót już w mniejszym gronie, bo Mama została na ognicho i niedzielę. A nasze niedzielne plany zweryfikowała pogoda, bo choć nadal upalnie, to zrobiło się wietrznie, słońce za chmurami, więc zamiast nad wodę ruszyliśmy w miasto. Tutaj targ różności, na który złapałam z piwnicy książki i dołączyłam do sprzedających. Poszło kilka sztuk, a za zysk kupiłam oczywiście.. książki. Ale tym razem z namysłem, bo takich szukałam – o rozwoju dzieci od niemowlęcia do nastolatka. Do tego dwie nowe zabawki dla Smyka i książki dla niego. Dodam, że ceny tych dzieł od 1 do 2 zł, to można było poszaleć.

Potem znienacka decyzja, że po drzemce śmigamy na Piknik nad Odrą. A tu różności smakowite, budki z lodami, wesołe miasteczko, balony, dmuchane zjeżdżalnie, bańki mydlane, kolorowo, z muzyką w tle.

 

 

 

 

szał ciał

 

 

 

 

Impreza na całego, wędrujący mieszkańcy i przyjezdni, wśród których trafiliśmy na Hanię z Emilą, Katarinę z Dorką, Michałem i małego Franka, który biegał dookoła naszego brzdąca dając mu przykład jak się powinno ekspresowo przemieszczać 😉 Sama byłam zaskoczona, jak się ten dzień potoczył. Kolację też zjedliśmy w mieście i dobrze, że zawsze biorę zapasy dla dziecka, to nie trzeba było wracać do domu na karmienie. 

 

A skoro już przy karmieniu jestem.. powiedziałam jakiś czas temu, że karmię dziecko piersią max do 1,5 roku. Syn owy wiek na dniach osiągnął, postanowiliśmy więc rozpocząć drogę do zakończenia karmienia naturalnego. Tym bardziej, że było już tylko jedno – po kąpieli, po sycącej kolacji – i ani to do najedzenia, ani do zasypiania, bo po wypiciu tych kilku łyków mleka i tak dalej trzeba czytać książki, by Mały odpłynął. I tu kolejne zaskoczenie – obyło się bez większych problemów, bez histerii na którą się nastawialiśmy. Ot okazane lekkie niezadowolenie, które bez problemu zostało złagodzone przytulaniem, głaskaniem i nowymi bajkami. Nie mówię jeszcze hop, bo nocne pobudki nie dają się czasem ukoić bez mleka, ale widać, że jesteśmy na dobrej drodze. Z jednej strony się cieszę, ale z drugiej odczuwam pewien sentyment i serducho mi się ściska, że tak szybko rośnie ten nasz maluszek. Cóż, takie życie.. pora przejść do kolejnego etapu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s