Wiosenne słońce

I padać przestało, skutecznie 🙂 Skutecznie również zakończył się etap karmienia przed południową drzemką. Już 9 dni mija, a co więcej, bywają też wieczory gdy po mleku Mały jeszcze sobie pofika ale potem nie trzeba go przystawiać ponownie bo zasypia sam. Jest tylko jeden minus tego dziennego odstawienia – czasem na sen trzeba czekać godzinę, gdy przy piersi zasnął by w pięć minut. Ale cóż, coś za coś.. Mamy godzinę na przytulanie, śpiewanie, kołysanie, nucenie i liczenie palców u ręki połączone z ich głaskaniem – które to ostatnio bywa najlepszym usypiaczem.

 

 

Po zimie czułam przesilenie, takie zmęczenie ogólne, gdy wszystko we mnie wołało o czas na odpoczynek. Teraz wraz ze słońcem powraca energia, a razem z nią zew porządkowania. Po raz kolejny oczyszczam szafę ze staroci, układam rzeczy na półkach, segreguję ciuchy Syna i znowu zaczynam marzenia o pięknie przystrojonym balkonie. Najpierw jednak trzeba go porządnie wymyć, potem kupić ziemię i poczekać na cieplejsze noce, żeby posadzić kwiaty. Udało mi się przechować dwie skrzynki pelargonii, ale w domu poszły w górę i są teraz takie długie i nieładne. Później zobaczę co da się z tego uratować. Ktoś wie jak rozsadzać pelargonie? 

 

W mieszkaniu lekki ruch w kierunku sprzątania już się rozpoczął, kurze wytarte, odkurzone kąty, wypucowałam zlewy i choć trochę ogarnęłam po wierzchu. Brak mi jeszcze sił i czasu na umycie podłóg, doczyszczenie kafelków w kuchni i w sumie bezcelowe wytarcie dużego lustra w przedpokoju i dolnej części lodówki – które to wiecznie umorusane są przez dziecięce łapki. Zaraz po wyczyszczeniu pojawiają się kolejne ślady, by po jednym dniu wracał stan sprzed mycia. Za to wezmę się chyba tylko wtedy, kiedy będzie jakaś wizyta gości. Na razie ze znajomymi spotykam się poza domem. Często z Kasią i Oliwką, wczoraj z Agą i Julką, a dziś może uda się wreszcie zobaczyć z Sylwią. Jej synek ma już 3 miesiące, ale z racji ciężkiego startu, chroniła go przed wirusami, odwiedzinami i dopiero teraz dochodzą oboje do siebie. Wiosna ma zbawienną moc – potrafi dodać skrzydeł 🙂

 

Dziś na tych skrzydłach zdjęłam kolejne pranie popodróżne, przekopałam się przez całą górę prasowania i wleciałam też do kuchni tworząc spaghetti na szybko i dojadając sałatkę z tortellini i ciecierzycy. Dociera do mnie, że jest i drugi minus odstawiania karmienia naturalnego – w dużym tempie przybywa mi kilogramów. Mieszczę się wprawdzie poniżej wagi sprzed ciąży, ale widzę, jak szybko to się zmienia. A jeszcze na jutro dostaliśmy zaproszenie na czerninę – Mężu i na pyszny, domowy rosół – Ja. Na drugie danie będzie zapewne kaczka, bo choć rodzina podzielona w sprawie jedzenia czerniny, to pieczona kaczucha znajduje większe uznanie. Tym bardziej, należy wziąć się w garść i ruszać w plenery na dłuugie spacery. Dobrze, że pogoda dopisuje i oby tak było jak najdłużej!

 

 


 cud miód

 

 

 

p.s. jak mi się uda dotrzeć do parku to będzie foto krokusów, ponoć znowu są tam piękne dywany tego kwiecia

 

 

 

 

krokusowy dywan

 

 

p.s.1 jak widać veni i vidi doszły do skutku 🙂

 

 

 

 

co roku piękne