Skrytki

Ania dotrzymała słowa i można powiedzieć, że na następną zimę jesteśmy zaopatrzeni. Kurtka na korzuszku i kombinezon narciarski pierwsza klasa, w odpowiednim dla dwulatka rozmiarze, przydadzą się choćby następnej zimy przyszły duże mrozy. Na szczęście do tego jeszcze daleko, ale przynajmniej nie muszę się już martwić ani wydawać na to kasy. Teraz jestem na etapie poszukiwania kaloszy na małą stopę, bo na majówkę może być różnie, a i teraz od czasu do czasu pada i adidasy mogą nie dać rady. Pogoda w kratkę, nawet ten spacer miałyśmy skropiony lekką mżawką, a wiadomo jak dzieci lubią kałuże 🙂


Pisałam ostatnio o wiosennych „bocianach”, sąsiadka za ścianą jako pierwsza, a tu i Ania w ciąży! Te wszystkie ubrania jak widać przydadzą jej się ponownie w niedalekiej przyszłości. Od Sylwii wróci do mnie jedna z mniejszych kurtek, to akurat będzie dla Ani malucha. Ciekawe, czy będzie chłopiec czy dziewczynka? Ale bez względu na płeć najważniejsze, żeby wszystko było dobrze..

 

Po wędrówkach z Anią pojechałam z Małym do Dziadków i cały dzień znowu wypełniony był po brzegi. W sobotę za to chłopaki wyruszyli na spacer, ja zrobiłam pranie i na szybko ustawiłam dla nas film. Pośmialiśmy się trochę na komedii w stylu Bonda, zjedliśmy obiad i po drzemce Syna mogliśmy wybyć z domu już na dłuższy plener. Byliśmy nad jeziorem i nad kolejnym, niedalekim, stawem

 

 

 

 

nad stawem

 

 

 

 

Mały pierwszy raz widział konie w realnym świecie. Do tej pory tylko w kolorowych książkach i przy dźwiękach „konika na biegunach”, który mama za każdym razem mu śpiewa. Duże konie, strzygące uszami i ruszające z kopyta, to jednak o wiele większa sprawa 😉 Kusiły oko, ale jednak wzbudzały respekt i Dzieć wolał stać w większej odległości. Przy okazji spaceru Mężu wypatrywał następnych skrzynek z ukrytymi skarbami. Poukrywane były w korzeniach drzew, w gęstych krzewach albo nawet zamaskowane przyklejonymi kamieniami

 

 

 

 

zamaskowane

 

 

 

Już straciłam rachubę ile tych odkrytych miejsc mamy, na pewno jest ich ponad trzydzieści, a może już i więcej. Z racji, że nasz Smyk ma już swój dowód osobisty, możemy pojechać też na poszukiwania po niemieckiej stronie. Niech tylko pogoda się bardziej rozjaśni i ustabilizuje, a rozpoczniemy nasze ulubione wyprawy. Oczywiście już po głowie chodzi też wyjazd nad morze 🙂 ale jeszcze tam ciut za mocno wieje, a Mały na wiatr zdecydowanie kręci nosem. Dziś więc chłopaki spacerują po osiedlu, a ja mam czas na maseczki, balsamy, pianki i sole morskie w kąpieli. Później Mężu planuje porządki w akwarium, a ja na ten czas wybędę w odwiedziny do Dziadków z ich ukochanym Wnukiem. 

Jutro w planach babskie kino, a na kolejny dzień mamy zaproszenie do chrzestnej Syna. Można powiedzieć, że kolejny tydzień znowu się rozkręca spotkaniowo i ciekawi mnie, co przyniosą kolejne dni 😉 

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s