Nowe słowa

Przez ostatnie dni intensywnie broniliśmy Syna przed zarazkami, innymi dziećmi i moim przeziębionym Bratem. Święta tuż tuż, zaplanowany wyjazd i cóż? Oczywiście pojawia się katar. Tuż po nim kaszel. Nie ma lekko, kolejna wizyta u pediatry. Domowa apteczka rośnie w dużym tempie. Witaminy, syropy, krople, sól morska, aspirator do nosa i inne, tym podobne, gadżety.. Plus, że płuca czyste i efekty specjalne są tylko powierzchowne. Odciągamy, nawilżamy, oczyszczamy i wzmacniamy odporność. Tak jest, do boju. Dobrze, że do Wielkanocy nie musimy się spinać, wpadać w porządkowy szał i przygotowywać wystawnych śniadań. Obiad mamy u rodzinki zaklepany, mieszkanie powierzchownie ogarnięte, na mycie podłóg obecnie nie mam siły ale grunt, że jest odkurzone i w miarę to wszystko wygląda.

 

 

Spacery trwają, tyle że w mniejszym wymiarze. Wysłałam teraz chłopaków na trochę do parku, by się dotlenili, a ja dzięki temu mogę mieć choć chwilę na bloga. Ostatnio tych chwil coraz mniej, bo drzemki skracają się do 45 minut. To wystarcza na pobieżne przejrzenie paru stron albo na zjedzenie obiadu. Wieczory z maluchem za to fajne mimo, że z nosa cieknie, to bawi się na całego. Uwielbia siedzieć tacie na ramionach i z góry oglądać pokój. Robi miny przed lustrem, macha do rybek, siada na stopniu przy balkonie, tańczy z mamą. Potrafi się z nami przekomarzać, droczyć, chować rzeczy i radośnie je odszukiwać, gonić i uciekać. I coraz bardziej staje się kontaktowy. Nagrywałam ostatnio film, w którym mówi serię wyuczonych niedawno dźwięków. Mamy już, oprócz tradycyjnych – papa, mama, tata (które czasem się łączą w tama i mata): 

kaczkę – kaka

kota – maau

co to – to to (równie podobnie brzmi kto to, ale jednak da się odróżnić)

krówka – buu (do muu nie chce dać się przekonać)

kura – koko

trzy – csyy

zając – kiki kic

sowa – phu lub bhu

do tego puka palcem w książkę kiedy pokazuje mu się dzięcioła, kiwa głową, jak w tańcu, na widok ogórka – bo mu przy tym zdjęciu śpiewam „ogórek, zielony ma garniturek”, jak i przy jabłku gdzie „jabłuszko pełne snów, jabłuszko tam i tu”. I tak oto komunikacja nam się polepsza. Widać, że rozumie już większość słów, które wypowiadamy i dobrze by było zacząć uważać na to, co się mówi 😉

 

 

Tymczasem jak Małemu udaje się zasnąć w miarę wcześnie – co dla niego oznacza godzinę 22 – to łapiemy czas by trochę pomilczeć.. I na ten przykład obejrzeć jeszcze jakiś film. Tym razem na ekranie „Diabeł ubiera się u Prady”, choć sprzed kilku lat, to można było do niego wrócić. Nie był taki banalny, a Meryl Streep jak zawsze rewelacyjna w swojej roli.

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s