Po podróży

Można powiedzieć, że czterodniowe świętowanie dnia Babci i Dziadka mamy za sobą. Czekoladki pochłonięte, zabawy z Małym od rana do wieczora przeżyte ( znaczy dziadki przeżyli, bo Synowi i tak ciągle mało) 😉 Popołudnie u moich Rodziców na dodatek pełne pogaduch. Tata zrobił już wstępną rezerwację do domków nad naszym jeziorem. Jakże to dodaje energii, kiedy zima jeszcze w pełni (choć obecnie coś jesiennie się zrobiło, na plusie i z deszczem), a już można sobie pomarzyć o wczasach w lesie i na plaży. Oczywiście to tylko plany, a i tak najważniejsze, żeby Syn był w tym czasie zdrowy. Katar jeszcze trwa, na szczęście już dużo mniejszy i pozwalający spać w nocy. Co za tym idzie, noce ostatnio dobre. Było nawet 6 godzin jednym ciągiem, więc można rzec – luksus! 

 

Podróż do Zosi przebiegła już w nowym foteliku, w tamtą stronę nie było lekko. Pasy trzymają tu stabilniej niż w nosidełku i Mały nie ma zbyt wiele możliwości ruchu. Ani się pochylić, ani sięgnąć po zabawkę. Rozpiąć się też nie ma jak, mimo wielu prób naciskania mocowania pasów 😉 Obawiam się, że za jakiś czas nie będzie to stanowiło problemu i oby wtedy posłuchał dobrej rady..

Tak czy siak o spaniu w drodze nie było mowy, dojechaliśmy wszyscy wymęczeni. My hałasem i marudzeniem pierworodnego, a on narzekający na niewyspanie. Na dokładkę po powitaniach z Zosią i Tomkiem, oraz oczywiście ze zwierzakami, spanie odsunęło się o kolejną godzinę. Za to jak już zasnął, to wreszcie można było odsapnąć. Pogadać, zjeść obiad i ogarnąć się trochę po podróży.

 

 

 

 

zimą pod kocem najlepiej

 

 


Babcia przejęła później stery, a my mogliśmy pooglądać sobie Cejrowskiego w akcji. Bardzo lubię jego programy podróżnicze, a że jestem teraz na etapie czytania kolejnej książki ( po „Gringo wśród dzikich plemion” – „Rio Anaconda”), to wszystko mam powiązane. Łącznie z zewem podróży, który włącza mi się za każdym razem, kiedy się tak naoglądam i naczytam.. 

 

Wieczorem wspaniała wiadomość, Sylwia już urodziła synka! :)) Na dzień przed wyznaczonym terminem, idealnie donoszony i zdrowy jak rydz. Mikołaj ma się dobrze, a jego zdjęcie szybko obiegło świat znajomych, wujków i ciocie. Cieszymy się bardzo jej szczęściem i już nie mogę się doczekać, kiedy będziemy jechać obejrzeć mamuśkę i małą dzidzię w domu. Początki jak wiadomo są jednak trudne i musi minąć trochę czasu zanim młodzi rodzice oswoją się z nową sytuacją. Dadzą radę.

 

Sobotni wieczór spędziłam, prócz oczywiście zabaw z Dzieciem, które kończą się niesamowitym bałaganem i zniesmaczoną miną kota, w którego królestwie zapanował chaos…

 

 

 

 

hmm?


 

 

 

na pogaduchach z Zosią i Tomkiem, gdyż Mężu dostał wychodne na piwko ze szkolnymi kumplami. W międzyczasie za to mogłam obejrzeć sympatyczny, lekki film z Ashtonem Kutcherem (Bożeno czy i on brzyydal?? 😉 )

 

 

 

 


 

 

Niedziela upłynęła bardzo szybko, pojechaliśmy na cmentarz zapalić znicz w intencji Dziadków Męża, potem do Damiana na krótkie pogaduchy. Zaraz potem był obiad i trzeba się było szybko zbierać, żeby Syn tym razem grzecznie zasnął w aucie.. co z ochotą uczynił gdy tylko ruszyliśmy. Podróż przy dźwiękach cicho grającego radia ma ogromne zalety. A jeszcze jak się ją zakończy przy pizzy hawajskiej (ja) i kiełbaska z podwójnym serem (Monż), to od razu człek nabiera mocy. Ale moc o 23-ciej po takim maratonie się wyczerpuje i pozostaje dołączyć do śpiącego malucha, by w poniedziałek znaleźć siły na pranie, gotowanie i sprzątanie codziennego bałaganu. Powodzenia na nowy tydzień!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s