Fotelik i łyżwiarska myśl

Mężu po trzech tygodniach wrócił do pracy, trzeba było znowu przestawić się na inny system działania przy dziecku. Nie ma swobody przy robieniu śniadania i przy porannym myciu 😉 tak muszę teraz kombinować, żeby wszystko grało, choć kolejność działań bywa zaskakująca. Na szczęście tylko do jakiejś godziny, w zależności od zmiany. Ale wiadomo, że zajmowanie się Małym we dwoje było o wiele łatwiejsze. Grunt, że po drzemkach obu moich chłopaków, miałam czas na zakupy – trzeba było zapełnić echo w lodówce na nowy tydzień. Choć dwa dni temu w ogóle z domu nie wychodziłam, bo po szczepieniu u Dziecia pojawiła się gorączka. Trwała dwa dni i w pierwszy, przyznaję, trochę spanikowaliśmy. Było 38,8 i zdecydowaliśmy się na paracetamol. Może niepotrzebnie, bo przecież organizm powinien sam sobie ze szczepionką poradzić, nabrać mocy i odporności. Ale Mały był tak rozpalony, że już się wystraszyliśmy.. Na drugi dzień gorączka była mniejsza i lek odstawiony. 

 

Dziś już wszystko dobrze, a nawet zaskoczenie, bo pierwszy raz nasze dzieciątko zasnęło sobie samo. Owszem przytulałam, mleka się napił, ale potem wstał jeszcze do zabawy i dopiero po pół godzinie zasnął przy misiu 🙂 Całkiem możliwe, że za jakiś czas uda mi się bezboleśnie odstawić karmienie naturalne. Nawet nocą była ciągłość spania prawie 5 godzin. To już można, jak dla mnie, nazwać NOCĄ PRZESPANĄ. Uff nareszcie..

 

 

Temat fotelika zamknięty, decyzja zapadła na zakresie 9-36 kilo i już tylko czekamy na dostawę. Najlepszy motyw, że wybrałam kolor najciemniejszy z możliwych – wiadomo, żeby uniknąć plam – i wszyscy mieli to samo podejście, bo kolor wyszedł. Trzeba było zmieniać sklep, a dla bezpieczeństwa kupować za pobraniem, bo nie wiadomo, czy czasem nie przyślą czerwonego. Siedzę teraz pod telefonem, w pogotowiu i ze zdjętą słuchawką z domofonu, żeby mi kurier dziecka nie obudził.

 

 

Za to wczoraj miałam wychodne – spotkałam się z dziewczynami na zapowiadane pogaduchy u Hani. Ależ było fajnie, sympatycznie i tak jakoś blisko.. choć nie ze wszystkimi babkami znam się tak dobrze, jak z Hanią czy z Sylwią. Ale właśnie takie spędy sprawiają, że się lepiej poznajemy. Momentami opowieści były mocno intymne, wiadomo, jak to kobiety zaczną temat o facetach 😉 Było i o porodach (aż Dorota, która jeszcze nie rodziła, trochę zbladła) i o dzieciach oczywiście na okrągło. A przy tym nareszcie miałam trzy godziny luzu, by pomalować te moje krótkie pazurki i by zdążyły wyschnąć. Skoro już mają być krótkie, to niech będą krótkie w śliwkowo-wiśniowym kolorze. Jak mi kolor dotrwa do weekendu, to będę zadawać szyku i wskoczę w jakąś inną kreację niż leginsy i długi sweter. Chociaż akurat owo zestawienie będzie idealne, jeśli wreszcie wybierzemy się z Kasią, na umawiane od dawna łyżwy. Rok temu, po porodzie, na łyżwy było zdecydowanie za wcześnie. Choć z utęsknieniem patrzyłam na jeżdżących przez płot lodowiska. Tym razem musi się udać, bo i łyżwy czekają i moje ocieplane getry specjalnie do nich dokupione. Niech no choć raz je założę i to nic, że owocowe pazurki schowa się w rękawiczkach – chcę na łyżwy!

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s