Pędem prąd

Nowy tydzień rozpoczęty, a ja jeszcze jedną nogą w weekendzie stoję.. a to za sprawą telefonu od dostawcy prądu. Namawiają na zmianę umowy – a wiadomo, jak człek nie lubi takich zmian i zawirowań. Jakoś się tak dzieje, że jak już raz się podpisze, czy to z telefonią komórkową, czy z internetem, gazem, prądem to już wygodnie jest, jak jest. Wprawdzie warto się rozejrzeć za nowymi ofertami, bo naprawdę można przegapić jakieś okazje. Ale chyba większość nieufnie patrzy na promocje – po których następuje nagły wzrost cen – na wiązanie się umowami wieloletnimi, które niby gwarantują nam niezmienność ceny. 

Pani przy rozmowie zapytała się mnie czy chcę umowę na 3 lata? A czy ja wiem, co będzie za 3 lata? zapewne podwyżka, bo cóż może być innego 😉 To już chyba lepsze są te bezterminowe z miesięcznym wypowiedzeniem.. przynajmniej głowa spokojna. Bo kieszeń i tak będą nadwyrężać, w ten czy inny sposób. 

Skoro już o prądzie mowa, to przypomniało mi się, jak w weekend wskoczyłam na rower i wraz z innymi generowałam prąd rozświetlający choinkowe lampki 🙂 

 

 

 

 

jedziemy z tym prądem!

 

 

 

 

 

Pomysł przedni i przy okazji trochę ruchu. Miałam zaprawę przed poszukiwaniem prezentów i wędrówkami po sklepach. Już prawie mam wszystko skompletowane. Dostałam wczoraj „wychodne” od moich chłopaków i mogłam na spokojnie pobuszować w regałach. Hmm powiedzmy, że „spokojnie” 😉 bo przedświąteczny szał ogarnął i półki uginające się od towaru (wraz z cenami!) i ludzi, którzy między tymi półkami biegają. Na szczęście łatwiej się robi zakupy, kiedy się wie, czego się szuka. Jeszcze jedno wyjście i powinnam mieć temat prezentów zamknięty.

 

Dzisiaj do Wnuka przyjechała Babcia, żebym mogła uzupełnić lodówkowe zapasy. Mężu nad morzem złapał katar i wygrzewa się teraz pojony multiwitaminowym sokiem. Cudem Synek nasz jeszcze się przed choróbskami trzyma, ale nie wiem czy ryzykować szczepienie, kiedy w domu jednak panuje przeziębieniowa atmosfera. Trzeba będzie jechać do pediatry i się go poradzić. Ale dziś jeszcze do Rodziców, na pogaduszki i po cotygodniową dostawę chleba, żeby do końca tygodnia Mąż miał z czego robić kanapki do pracy. Potem nareszcie jego urlop i nasz rodzinny czas.. aż by się z chęcią wyjechało wspólnie w jakieś góry, a najlepiej do SPA na regenerację 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s