Koncert i odwiedziny

Występ chóru, gdzie Mama śpiewa od 7 lat był niesamowity.. sala pełna po brzegi, ledwo znaleźliśmy dwa wolne miejsca, złote odznaczenia i gratulacje. Panie eleganckie w białych żakietach, czerwone róże w ramach podziękowań. Kamery, zdjęcia i wzruszające momenty. Jak choćby uhonorowanie najstarszego chórzysty, żołnierza AK, który w wieku 91 lat śpiewa wraz z innymi prosto z serca. Przyznam szczerze, że czułam się dumna, że Mama bierze udział w takim wydarzeniu. To nie lada wyzwanie, tak śpiewać na kilka głosów, ile prób za nimi, ile trenowania pamięci i głosu. Brawo!

 

 

 

 

koncert na głosy


 

 

 

Mały dał radę wytrwać na koncercie prawie godzinę, choć Mężu uciekał się do sposobów typu portfel, klucze i telefon. A tuż obok siedziała pani z maleństwem, które dopiero co się urodziło. Fajnie widzieć, że wiele mam nie siedzi w domu ciągle w pieleszach, ale chcą od czasu do czasu wychodzić i chłonąć inne przeżycia, a nie tylko pieluchy, papki i kaszki 😉 

 

Prosto z Zamku Książąt Pomorskich, gdzie akurat trwała też impreza na rozpoczęcie działalności Opery na Zamku i gdzie można było podziwiać XVII wieczny zegar

 

 

 

 

Zamek

 

 

 

  

pojechaliśmy przywitać Damiana, który w tym samym momencie dotarł pod nasz dom. Wieczór już się zrobił, więc tylko tosty na kolację, chłopaki piwko, pogaduchy, a Synek do kąpania i w sen. Trochę był zaskoczony, że ktoś nowy jest w domu. Kolegę wprawdzie widział raz, kiedy odwiedzaliśmy Zosię, ale to było za krótko, by zapamiętał. Teraz obserwował z bezpiecznej odległości, ale już w sobotę oswoił się i cieszył, że ma kolejnego chętnego do zabawy 😉 Chociaż akurat Damian też był spięty, widać, że nie ma zbytnio kontaktu z dziećmi i nie za bardzo wiedział jak i co do Małego mówić. W większości podawał mu zabawki w milczeniu, ale opór, w miarę przebywania razem, malał. Pojechaliśmy do parku, zrobić zdjęcie przy Pomniku Czynu Polaków, bo to obowiązkowy punkt zwiedzania miasta. Potem na Wały Chrobrego, by podziwiać budynki Muzeum Narodowego, Urzędu Wojewódzkiego i Wyższej Szkoły Morskiej. Stamtąd też rozciąga się piękny widok na Odrę, na cumujące statki i Trasę Zamkową. Zimno było więc spacery raczej krótkie, a po obiedzie wyjazd do Gryfina na basen. Tam jest tak ciepła woda, że można się było ogrzać. Brat pojechał z nami, chłopaki śmigali na zjeżdżalniach, a ja korzystałam z solanki i radości, że Synek coraz mniej się obawia wody. Pluskał, machał rękami, nogami i na czworakach wędrował na głębszą wodę. Trzeba go było szybko łapać, choć i tak nie uniknęliśmy kilku łyków wody. Taki basen i dużo ruchu sprawiło, że wszyscy potem głodni wylądowaliśmy w KFC. Może i mało zdrowe, ale za to nie musiałam szykować kolacji, a Mąż zmywać, więc same plusy 😉 

 

Niedziela trochę senna, bo pobudka była o 8, potem przytulanki, zabawy w poduchach, a zanim śniadanie i wykaraskanie się z karmienia i pieluch to już zrobiła się 12. Panowie pojechali więc na ciąg dalszy zwiedzania łącznie z podziwianiem miasta z okien Katedry. Dzieć na drzemkę, a ja miałam czas uszykować spaghetti na obiad. Potem Damian bardzo zadowolony z odwiedzin wyruszył w drogę powrotną, a my zajechaliśmy zobaczyć stoisko z kostkami Rubika. Kolejna kostka jedzie do nas prosto z Chin, ale nie mogłam sobie odmówić Rubik’s Magic – układanki, którą mieliśmy z Bratem w dzieciństwie. Tyle lat jej nie układałam, ale pamięć w palcach została i bardzo szybko, z pomocą filmów na necie, załapałam jak się te kółka montuje w całość 🙂 

 

 

 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s