Klaun

Coś ruszyły się ostatnio odwiedziny u nas. Jak nikogo nie było, tak teraz urodzinowy najazd rodzinny, w piątek odwiedziny koleżanki Kasi, z którą kiedyś pracowałam, a na następny weekend zapowiada się przyjazd znajomego Męża, z jego rodzinnych stron. A gdzieś mi niedawno przez głowę przemknęło, że tak jakoś dawno nikogo u nas nie było 😉 No i proszę. Dobrze, że lubię takie spotkania i z przyjemnością goszczę sympatycznych znajomych w naszych skromnych progach.

 

Kasia przywiozła mi książkę „Królowe matki”, gdyż chciała uczcić rok mego macierzyństwa. Poczęstowałam ją białym, półsłodkim winem i sama też ze dwa łyczki wzięłam, bo było przepyszne.. Na szybko zrobiłam sałatkę z szynką i makaronem, wrzucając kukurydzę, ogórka konserwowego i jajka, które na szybko tuż przed jej przyjściem gotowałam i studziłam na balkonie. Nagadałyśmy się przez te trzy godziny, powspominałyśmy trochę pracę, oczywiście były rozmowy o facetach i dziecku, o którym marzy. Niby do tego faceta nie potrzeba, ale jednak by wolała tradycyjnie 😉 Fajny wieczór i Mały z klasą podejmował gościa, nie przeszkadzając zbytnio, bawiąc się nowymi zabawkami i chwaląc przyciskaniem tych wszystkich guzików i pstryków. 

 

W sobotę chłopaki poszli na spacer, dając mi czas na gorący prysznic, balsamy i upiększanie. Jak to wiele znaczy, kiedy tak można w tym cały pędzie i zabieganiu przy dziecku, zająć się choć trochę sobą. A jeszcze jak później Dziecię śpi na tyle długo, że rodzice mogą obejrzeć film, to nawet fakt, że robią to na dwie raty nie jest problemem. Przypomnieliśmy sobie „Listy do M”, żeby być na bieżąco przed drugą częścią. Nie sądziłam, że tak się znowu wzruszę przy tym filmie. Może nawet bardziej, bo po ciąży i przy dziecku w ogóle zrobiłam się nieziemsko wrażliwa..

 

 

 

 

 

 

Niedziela choć zaczęła się deszczowo, dla nas zapowiadała się kolorowa – zabierając po drodze Amelki – pojechaliśmy na rodzinną imprezkę pod hasłem „Baśniowa podróż klaunów” 🙂 Dziewczyny wróciły już od rodzinki, zapakowaliśmy fotelik do nas i Iwona bawiąc nasze dzieciaki z tyłu auta, mogła spędzić dzień poza domem. A na festynie dmuchany zamek, okupowany przez skaczące szkraby, szczudlarze w przebraniach robiący psiaki z balonów, klauni prowadzący konkursy dla rodzin, malowanie buzi w kotki, tygrysy i inne stwory. Amelka ruszyła już na swoich nogach sterując mamą w różne strony tego szaleństwa, a nasz Mały po obejrzeniu wszystkich zakątków z wysokości naszych rąk, zasiadł na krześle i rozglądał się, jak to on, kontemplując okolicę z powagą rocznego chłopca 😉

 

 

 

 

bajkowy

 

 

 

 

Pojechaliśmy później wszyscy na małe zakupy i paszteciki w ramach kolacji. A ja zostałam obdarowana pierwszym prezentem już na zbliżające się imieniny, w postaci szarego kardiganu, na który już od dawna polowałam. Zdecydowanie weekend zaliczam do udanych 😉 Przy takich rewelacjach nie straszne mi żadne jesienne depresje!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s