I Urodziny Synka

Ależ było emocji, radości, gwaru i prezentów 🙂 Jeszcze nie złapałam oddechu po tych wszystkich przygotowaniach, po strojeniu pokoju, szykowaniu jedzonka, trzymaniu wzruszenia w ryzach i świętowaniu tego wspaniałego dnia. Jesteśmy bardzo zadowoleni, bo udało się wyśmienicie. Przyjechali wszyscy, którzy mieli być i nie było tych, których po cichu liczyliśmy, że nie będzie 😉 

 

Kiedy już kuchenne sprawy miałam zapięte prawie na ostatni guzik – jak wiadomo, część trzeba było ułożyć, czy przygotować tuż przed podaniem – to zabraliśmy się za strojenie pokoju. Girlanda z napisem urodzinowym zawisła na oknie, do lampy przymocowaliśmy torciki, słonie i napis „mam roczek”, były balony z miśkiem i serpentyny. Dwu kilogramowy tort ledwo zmieścił się w zapchanej po brzegi lodówce – dobrze, że Mąż zarządził, że kupujemy 2 metrową – bo inaczej bym się nie zapakowała. Gdyby też na te dni szykowania, nie miał urlopu, to nie udałoby mi się zrobić nawet połowy z Synkiem przy boku. Dzięki temu miałam czas i swobodę w kuchni, ale i tak kończyłam gotowanie późno w nocy. W ogóle to były szalone dni 🙂

 

 

 

 

 

Urodzinowo

 

 


 

Sam dzień imprezy od rana był trochę stresujący, jak to chyba wszystkie kobiety mają w zwyczaju, martwiłam się, czy nie zabraknie jedzenia, czy wszystkim zasmakują te moje sałatki i inne dodatki. Zupełnie niepotrzebnie. Atmosfera była świetna, sami najbliżsi i nawet chętni do założenia kolorowych, papierowych czapek na głowę. Mały dostał koronę z numerem 1 i był przeszczęśliwy kiedy ustawiliśmy przed nim tort z zapaloną świeczką. Tort, jak tort, ale ta świeczka! Ten płomyk świecący mu przed nosem, jaką wywołał radość w jego oczach 😉 Nie obyło się oczywiście bez dotykania tortu palcami i testowania smaku. Sto lat rodzinka odśpiewała, ale prawie nie zakodowałam tego faktu, tak byłam cała w emocjach. Łezki się w oku kręciły, Tatko nagrywał film, Brat robił zdjęcia, a my na zmianę próbowaliśmy zdmuchnąć świeczkę wraz z Dzieciem naszym kochanym. Zdecydowanie wolał testować niż dmuchać, więc życzenie wypowiedziane zostało na razie za niego. Potem były rodzinne zdjęcia, jedzenie tortu, po którym na stół zawitały sałatki, wędliny i inne przystawki. Na szczęście smakowały, niczego nie zabrakło, a wręcz zostało na kilka dni zapasów. Pierwszy raz szykowałam imprezę na taką ilość osób, więc nie miałam rozeznania ile czego będzie w sam raz. Później było rozpakowywanie prezentów. Mały dostał pierwszego laptopa 😉 zabawkowego oczywiście, do tego kostkę edukacyjną z różnymi przyciskami, kierownicą, klockami do przekładania i innymi bajerami. Od moich rodziców jego zdjęcie, jak był taki maluśki maluśki i trzymał w rękach misia, przerobione na obraz, na widok którego aż mnie wzruszenie ścisnęło. Jest też kot, który powtarza wypowiedziane słowa i są świetne ubrania, które bardzo się przydadzą na zimową porę. Babcia Zosia zrobiła na drutach cały komplet, ze swetrem, szalikiem i czapką. I nawet mój Mąż był w szoku, bo nie podejrzewał własnej mamy o takie talenty. A ja już zamówiłam podobną czapę, tyle że w większych rozmiarach, na kolejne zimy.

 

 

 

 

 

prezenty

 

 

 

 

Syn zajął się zabawkami, starszyzna pogaduszkami, opowiadaniem kawałów, jedzeniem, wznoszeniem toastów półsłodkim winkiem i oglądaniem zdjęć z tego niesamowitego pierwszego roku życia naszej Pociechy. Było sympatycznie i bardzo się cieszę, że udało nam się wyprawić te urodziny w takim gronie i w domu. Ale następne tak liczne spotkanie chyba dopiero na komunię 😉 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s