Wizyty

Odwiedziny u Iwony za nami, zawiozłam jej pluszowe ubranko do spania dla córci, mydlane różyczki na relaksową kąpiel (jak znajdzie na nią czas 😉 ) i złapałam po drodze w cukierni kawałek ciasta. Umówiłyśmy się, że się nie malujemy, swoboda podstawą i bez kreacji wyjściowych, bo i tak będziemy latać po podłodze za dzieciami. I tak właśnie było, sympatycznie, pełen luz, maluchy zajęły się nowymi zabawkami i patrzeniem na siebie z otwartą buzią. Mój obadał teren i zabrał się za testowanie chodzika z różnymi bajerami, a Amelka od czasu do czasu podchodziła i próbując go zaczepiać machnęła mu znienacka ręką po głowie lub nosie. Śmiałyśmy się, że mój Syn musi się uodpornić na takie karesy, ale zdecydowanie widać było, że jest spokojniejszy niż Amelia. Taki był opanowany, wyciszony, ale też pewnie trochę oszołomiony nowym miejscem i głosami dziewczyn. Mała już próbuje chodzić, więc trzeba jej było stale pilnować, ale ja mogłam sobie spokojnie wypić pyszną herbatę z sokiem malinowym. Do tego przez cały czas rozmawiałyśmy i rozmawiałyśmy.. o naszych dzieciach, mężach, o przeszłości, która okazało się bardzo podobnie nam się układała. O poprzednich nietrafionych związkach, w których straciłyśmy tyle lat i wylałyśmy wiele łez, a przez które dość późno mamy nasze pociechy. Za to ze wspaniałymi chłopakami, na których warto było czekać. Przy opowieści o jej porodzie normalnie się wzruszyłam i w ogóle to był baardzo miły wieczór.

Dzieci po takich atrakcjach i przeżyciach zasnęły zmęczone, a na drugi dzień zrobiłyśmy im powtórkę z rozrywki i dziewczyny przybyły do nas 🙂

 

 

 

Przydała się nam mobilizacja, bo dzięki tej wizycie mieszkanie odkurzone, wysprzątane, nawet miałam chęci i energię na wypucowanie łazienki i upieczenie muffinek. Poskładałam zabawki, żeby zająć dzieci w jednym miejscu i cieszyłam się z faktu, że akurat dzień wcześniej przybył do nas pierwszy prezent na roczek Syna. Od zaprzyjaźnionego od lat Jacentego z południa kraju, który towarzyszy nam od początku związku i balował u nas na weselu, dostaliśmy pociąg z odczepianym wagonem, na którym Mały może jeździć, może go pchać i bawić się na kocu pokrętłami i uczyć liter..

 

 

 

 

zabawy

 

 

 

Dzięki tej zabawce dzieci miały zajęcie, choć oczywiście wędrowały po pokoju, wspinały się na kolana i zajmowały swoją osobą większość czasu. Udało się jednak Iwonie obejrzeć nasze zdjęcia z wesela i podróży poślubnej i opowiedzieć o swoim ślubie. Ja zajadałam się ciachem, które przyniosła, a jej muffinki zasmakowały pod owocową herbatę. Najlepszy był początek wizyty, kiedy to szłam zapalić światło w korytarzu, gdy dziewczyny były już na górze, a tu trzask, prask, huk i światła brak (ironic?) 😉 Poszła jedna z żarówek, na szczęście świeczki trochę rozjaśniły mrok, a później wystarczyło pstryknąć bezpiecznik i już ok. Przemiłe spotkanie, świetne pogaduszki, a dziś kiedy udało mi się wyrwać na godzinkę do kosmetycznego od razu pytałam czy czegoś dziewczynom nie potrzeba. Gdyby wyjście nie było znienacka (jak to często bywa przy Małym), to zabrałabym je ze sobą. Już nawet trwały debaty z Mężem, czy w razie czego na godzinkę lub dwie zająłby się czasem dwójką dzieci, żeby kobietki miały chwilę na shopping 😉 

 

Tymczasem dziś shopping z moimi chłopakami, gdyż Mężu został się bez kurtki na zimę, ja poluję na szary sweter, dłuższy, rozpinany, ale priorytetowa jest zdecydowanie lodówka, bo stara już tak warczy, że słyszę ją i zasnąć nie mogę. Mimo wszystko energia mnie rozpiera i mam wrażenie, że jestem po brzegi wypełniona ciepłymi uczuciami dla Męża, Syna i całego świata 🙂 Wczoraj mieliśmy małą rocznicę naszego I spotkania i w ogóle jest tak przytulnie w te jesienne dni.. niech już tak będzie zawsze..

 

 

 

 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s