Jesienne kolory

Weekend pod hasłem – podróż. Choć owa podróż stanęła pod znakiem zapytania, kiedy kilka dni temu dopadł mnie ból gardła i podążający za nim katar. Szybka akcja reanimacyjna pomogła na tyle, że byłam w stanie spakować siebie i Małego na dwa dni i ruszyliśmy do babci Zosi. Kiedy dziecko śpi, to trasa staje się przyjemna, więc tak cyrklowaliśmy z czasem, żeby w obie strony mieć choć godzinę na pogaduchy i odrobinę muzyki. Grzeczny ten nasz Syn, bo spał kiedy trzeba 🙂

 

 

Zosia miała wreszcie okazję podziwiać Wnuka w charakterze zasuwającego po podłodze szkraba. Wędrował od kota do psa, od pokoju do kuchni i z powrotem, zachwycony zainteresowaniem wszystkich dookoła. Mąż odkopał swoje dawne zabawki, zaroiło się od samochodów, klocków i puzzli. A my ładowaliśmy baterie i dawaliśmy odpocząć naszym kręgosłupom. Były drzemki na świeżym, mroźnym już, powietrzu. Trochę telewizji, która dla naszego Synka jest jak z kosmosu, bo w domu tego nie ma 😉 A spacery dotleniły nas i nacieszyły oko jesiennymi kolorami..

 

 

 

 

 

jesiennie


 

 

 

nawet grzyb się znalazł, aczkolwiek niejadalny i tylko do złapania w kadr..

 

 

 

 

żwirek i muchomorek

 

 

 

 

A w domu ciepły piec, obiady z kuchni opalanej drzewem i herbata pita kilka razy dziennie.. Fajny weekend, dużo słońca i do tego upolowałam na rynku jasnofioletowy sweterek, który zasili moje skromne jesienne zasoby. Po przejrzeniu szafy okazało się, że dwa swetry już się nijak nie prezentują, jeden został na ogniskowe wyjazdy, a tylko w dwóch można się ludziom na oczy pokazać. Czyli przydałoby się jeszcze trochę po promocjach pośmigać. Na razie jednak zaaferowana jestem szykowaniem książek do kolejnego kiermaszu. Czekam na wieści, czy dostanę miejsce przy stoliku i dostarczam Mężowi książki od Taty, które zasilają zbiory w piwnicy.

 

 

Synek dostanie pociąg od Wujka Jacka, z różnymi okienkami, światłami i dźwiękami, który można z czasem przerobić na chodzik do pchania, a po doczepieniu wagonika, na jeździk 🙂 A nas czeka zakup fotela do auta, dla niego, bo w dużym tempie wyrasta z nosidełka. Jeszcze z miesiąc i głowa będzie mu wystawała poza, a nogami będzie się odpychał od fotela trenując stawy kolanowe. Na dokładkę do wydatków, zaczęła psuć się lodówka, nie ma sensu jej naprawiać, bo wiekowa już jest, warczy, nie trzyma temperatury i równie wiekowo już wygląda. Czeka nas czas finansowego spinania się na wszystkie potrzeby i na przyjemność wyprawienia urodzin, z tortem, do którego motywem przewodnim będzie MIŚ – tylko pytanie, czy będzie to Puchatek, czy może wybrać jednak niedźwiedzia polarnego, bo bardziej pasuje do mroźnych dni 😉

 

 

 

 

kolory

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s