Książkowy i marchewkowy zawrót głowy

Czy można mieć zakwasy od książek? Oj można.. i to potężne! Takie, że ledwo chodzę.. Kiermasz książki przeczytanej jak zwykle okazał się świetnym pomysłem, choć miałam już wizję, że nie będę w stanie się na nim zjawić. Wieczór wcześniej bowiem dostałam wysokiej gorączki i bólu brzucha – wirusówka mnie dopadła jak nic. Zrobiło się groźnie, bo obawiałam się o utratę mleka, na szczęście wszystko działa poprawnie i Mały je ze smakiem 🙂 Na drugi dzień już mi przeszło, miałam energię, tyle, że trochę się przeforsowałam kucając z książkami do kartonu przy stole. Tak to jest, jak się nie trenuje niektórych partii mięśniowych. Na razie jedynie biceps ćwiczy podnoszenie naszej ponad ośmiokilowej „Kruszynki”..

 

 

 

 

 

książkowo

 

 


Na stoisku działałyśmy razem z Beatą, Mąż spacerował w okolicy z wózkiem, wymienialiśmy się na chwilę, było też karmienie w samochodzie. Jeszcze nie wybiła godzina otwarcia drzwi dla gości, a ja już trzy książki sprzedałam. Na początku były duże tłumy, książki rozchodziły się jak świeże bułeczki. No i ja sama musiałam się mocno pilnować, żeby nie wydać więcej, niż zarobiliśmy 😉 Oczywiście nie mówimy tu o dużych kwotach, książki chodziły po 2-5 zł, po 10 zł, a i za 1 zł nabyłam Synkowi kilka bajek. Najbardziej się cieszę z wierszy – Lokomotywa, Ptasie radio, Słoń Trąbalski itp.. piękne wydanie, bogato ilustrowane, za całe 5 zeta. 

 

 

 

 

 

bajki 

 

 

 

 

Po tak udanym przedpołudniu skoczyliśmy sobie na zasłużony obiad i kupiliśmy pierwsze słoiczki dla Malucha – marchewka, jabłko i marchewka z ziemniakiem. Jakoś nigdzie nie można było trafić samego ziemniaka, więc w tygodniu postaram się podjechać do babki, która ma uprawy bio. Startujemy ze słoiczka, bo jednak wolę by dostał na dzień dobry jedzenie przetestowane i przeznaczone tylko dla dzieci. Po pierwszych smakach już zamierzam kupować, gotować i blendować papki samodzielnie. 

 

Oczywiście sam moment podawania marchewki z łyżeczki wycisnął ze mnie łzę wzruszenia.. uwieczniłam go na zdjęciach, na filmie i normalnie jakbyśmy w kosmos prawie lecieli taka była akcja 😉 Nie wiem, jak ja przeżyję jego pójście do żłobka czy pokaz występów przedszkolnych, będę wyła jak bóbr.

Dzieć umazał przepisowo buzię, śliniak, ręce, portki i kawał fotelika. Spodobało mu się bardzo, sięgał po łyżkę, mlaskał, trochę wypluwał, trochę połykał. Pomarańczowy kolor na jakiś czas zagości na nim i w kuchni. A skoro już zaczęliśmy rozszerzanie diety to może miłe koleżanki mi doradzą, kiedy wprowadzić kleik ryżowy? Czy to w tym samym czasie co marchewkę czy potem? Czy kaszkę rano, potem mleko, potem marchewka, potem znowu mleko.. jaka jest kolejność?

 

 

Pojechaliśmy do Dziadków pochwalić się uwiecznionym sukcesem, Mąż wyszedł na spacer, a ja zasiadłam by moje obolałe nogi odpoczęły po dzisiejszym niesamowitym wysiłku, jakim było schodzenie i wchodzenie po schodach. Dobrej niedzieli wszystkim życzę i powodzenia na nowy tydzień..


 

p.s. i jeszcze się pochwalę Filharmonią (budynek budzi kontrowersje, jedni są zachwyceni, innym się nie podoba), choć to akurat nie moja zasługa 😉 

p.s.1 i tym, że znany jest już termin kolejnego Festiwalu książki słuchanej! Ha!

 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s