Leki z apteki

Normalnie w domu zrobiła mi się apteka.. Mąż z anginą na antybiotyku i probiotykach, Synek z kolei z odstawionym żelazem i akcją pod tytułem „alergia?” pokichuje i pokasłuje co chwilę. Podajemy teraz calcium w syropie (słodkie jak ulepek, a niby dziecko ma się trzymać z daleka od słodkiego smaku!) i witaminę C. Ja oczywiście biorę swoje witaminy i na półce oprócz kosmetyków zaroiło się od leków. Co dziwne, trzymam się w tym wszystkim jeszcze dobrze. Jeśli i mnie dopadnie angina i będzie potrzebny antybiotyk – pożegnamy się z karmieniem naturalnym – a po wszelkich dylematach chciałabym jednak to przedłużyć. Wystarczyło nam kilka prób podgrzewania pokarmu, podawania butli, łyżeczki, strzykawki, mycia, wyparzania i stwierdziliśmy że jednak to niesamowita wygoda w każdej chwili przystawić malca do piersi i spokój 🙂 

 

 

Dla poprawy szpitalnego nastroju Mąż podarował mi kwiatka, zrobiło się wiosennie i gdyby nie zimne jeszcze noce z chęcią ruszyłabym do prac balkonowych i zasadziła już pelargonie i inne kwiatki, które będą zdobiły skrzynki i parapety. Marzy mi się też stworzenie małego kącika z krzesłami i stołem, a do tego jakaś ozdoba żeby zrobiło się przytulnie i klimatycznie w tym naszym małym ogrodzie. 

 

 

 

 

begonia

 

 

 

 

 

Spacery trwają, choć teraz trochę krócej jeśli jest wietrzny dzień, to przy okazji i zakupy trzeba zrobić, zapas pieluch uzupełnić i aptekę co jakiś czas odwiedzić. Panie z apteki już mnie znają i nawet mam dostać rabat na kolejną szczepionkę pneumokokową, żeby nie jechać kawał drogi po tańszą. Pranie co dwa, trzy dni to już standard. Dziś jeszcze gotowanie grochówy, żeby Mąż miał coś pożywnego i ciepłego na obiad. Rosołem jakoś się nie najada 😉 Skończyłam czytać „Dante na tropie” – kryminał z wątkiem miłosnym – ciekawe połączenie, a wieczorem ruszam do „Kobiety z pazurem”. Był też czas na obejrzenie kolejnych odcinków „Gry o tron”, ale tutaj im dalej tym mniej ciekawie. Pewnie w ostatnich odcinkach nowego sezonu nadejdzie jakaś większa akcja. W planach odwiedziny u Rodziców, będzie też Brat, który wybiera się do Tajlandii na ślub swojego kolegi. Znają się od dziecięcych lat, znajomość przetrwała mimo odległości, kiedy to kolega wybył do Australii. Tam poznał przyszłą narzeczoną z Papui Nowej Gwinei i teraz ślub i wesele organizują w Tajlandii. Podróż tam to dla mnie jakiś kosmos, ja ledwo 2 godziny w samolocie wytrzymuję, a tu trzeba ciągiem 11 godzin wytrwać plus przesiadka i dalsze godziny lotu. No ale Brat został poproszony na świadka, zgodził się i teraz jako ten globtroter planuje przy okazji pozwiedzać azjatyckie rejony. My mamy go wspierać w razie jakby w Birmie potrzebował doładowania telefonu, czy innej pomocy, bo tam ponoć żyje się jak za dawnych lat.. Podziwiam go za odwagę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s