Aż za dużo

Tyle dobrego przez ostatnie dni, że ho ho! Przybyła do mnie paczka z daleka, od zaprzyjaźnionej ostatnio duszyczki 🙂

Karton wielki, a zamówione były tylko trzy rzeczy więc spodziewałam się raczej mniejszego.. Tymczasem niespodzianka! W środku prócz zamówionej lalki dziadka, materiałowego auta i poduszki do wózka znalazło się duużo więcej rzeczy uszytych i kupionych z dobrego serca 🙂 Mamy więc i kołdrę i dwie poduszki, poszewki na tą pościel i super auto, gryzaka, zabawkę kostkę z pętelkami (jakbyś mi w myślach czytała, bo coś takiego chciałam kupić Małemu), kota z wąsami

 

 

 

kot myszkot :)

 

 

 

i dziadka, który „przerósł” moje oczekiwania! Wszystko ładnie skrojone, uszyte, pościel wyprasowana.. jak pomyślę ile to pracy trzeba włożyć, to aż mi się wzruszenie włącza. Dziękuję w imieniu swoim, Synka i mojego Taty, który w czerwcu dostanie figurę dziadka w prezencie na imieniny. Najpierw myślałam, że dziadek jest za duży, a potem jak wpadłam na pomysł wręczenia go nad jeziorem, wśród znajomych taty i naszych, to już widzę tę radość i zabawę! Tata lubi takie akcje, więc ucieszy się niezmiernie. I ja się cieszę.. z prezentów, z miłej duszy która tak bardzo się dla nas postarała i z tego, że są na świecie ludzie którzy lubią robić coś dla innych. Tak po prostu… z dobrego serca 🙂

 

 

 

 

cudeńka

 


 

 

Coś w tym jest, że dobro dane wraca do nas zwielokrotnione. Też ostatnio wysłałam paczkę – dla dziewczynki, która niedługo się urodzi – oby wszystko dobrze poszło, bo mocno trzymamy za nią wszyscy kciuki! A tu prezent od losu, znalazłam trochę kasy – mówi się, że czasami pieniądze leżą na ulicy – trzeba się tylko po nie schylić. Schyliłam się więc, choć rozglądając i wracając w to miejsce kilka razy czy nikt nie szuka, czy czasem nie ma ukrytej kamery w pobliżu! Ale, że cisza, spokój, to dmuchnęłam na szczęście, a później zagraliśmy w totka i choć tu nic, to w zdrapkach się powiodło 🙂 Za resztę kupiłam leki dla dziecka.

 

 

Czuję się też trochę lepiej, zaczęłam znowu jeść kasze, więcej warzyw, z owoców wprawdzie tylko jabłka – i tu pomysł na dostarczenie żelaza – nabić jabłko gwoździami, a później je oblizać. Heh – jakoś mało higieniczne to się wydaje, ale takie kiedyś zalecenie dostała moja mama po ciąży. Natomiast podanie żelaza, w formie proszku, dla Synka stało się dla nas problematyczne – proszek ten trzeba bowiem rozpuścić w mleku lub ciepłej wodzie i dać mu do picia. A nasz Maluch karmiony tylko naturalnie, nie pijący nic innego, nie jest jeszcze zapoznany z butelką i smoczkiem bawi się jak gryzakiem 🙂 Z łyżeczki za to krztusi się i wszystko ląduje poza buzią. Pora więc na naukę picia z butli. Po prysznicu i spacerze, czas start.

 

 

 

 

na spacerze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s