Firma

Cóż z tego, że trochę się podreperowałam, kiedy od poniedziałku sprawy domowe zaatakowały powtórnie, odłożone na tamte dwa dni całkowicie.. Kolejne pranie, mycie naczyń, zakupy, obiad trzeba było znowu machnąć, pójść na spacer i pojechać po ubranko do chrztu (nowe w sklepie 140 zł! dobrze że istnieje olx bo tu już za 60), oczywiście w międzyczasie karmić, przewijać, bawić i lulać.


Nic to, kupiłam sobie pierwszą rzecz po ciąży – koszulkę z napisem – WSZYSTKO JEST MOŻLIWE! więc z tym optymistycznym akcentem ruszam do nowego tygodnia 🙂

 

A z tym nowym tygodniem odnowiłam sobie fryzurę, wyskakując do fryzjera z sercem na ramieniu, bo Mały zostawał po raz pierwszy sam na sam z Babcią. Poszło im całkiem dobrze, fryzjerce też 😉 Bawili się, gadali sobie po swojemu, gryzakowa pszczoła latała koło nosa, pośpiewali. I kiedy wracając nasłuchiwałam czy na klatce schodowej nie ma już dźwięków płaczu bądź krzyków okazało się, że wszystko jest ok. Natomiast potem nastąpiła reakcja opóźniona. Kiedy już wycałowałam Synka na powitanie, ten jakby dopiero załapał że mnie pół godziny nie było i w płacz. Tulenie, uspokajanie, śpiewanie kołysanki.. no nic nie pomagało. Nie chciał jeść, wtulił się we mnie i tak zastygł uspokajając się powoli i kompletnie nie dawał się odkleić 🙂 

 

Dzisiaj kolejne wyzwanie – jedziemy do mojej pracy. Taki tam już panuje zwyczaj, że każde nowe dziecię przywożone jest do zapoznania, wraz z cukierkami na powitanie po długiej nieobecności pracownika. Cukierki mam, Dzieć natomiast zamiast się szykować śpi sobie w najlepsze. Ja już w blokach startowych – przyznam, że ciut zestresowana – bo nie widziałam tej całej ekipy 10 miesięcy, ani oni mnie. Pewnie zostanę zlustrowana od dołu do góry więc trzeba trzymać fason.

A Wy trzymajcie proszę kciuki żeby wszystko dobrze poszło..

 

Dla dodania animuszu włączam coś energicznego i ruszam w podskokach 😉

 

 

 

 

 

 

 

Po wizycie:

 

Nakręciłam się niepotrzebnie stresowo, tymczasem było całkiem sympatycznie i wiadomo, że na widok dziecka – radośnie 🙂 Synek spisał się dzielnie, nie płakał i rozglądał się ciekawie po firmie i ludziach którzy go otaczali. Wszyscy Małym zachwyceni, Dorka nie chciała go z rąk wypuścić, każdy opowiadał o swoich dzieciach, było dzielenie cukierkami, pytali kiedy wracam i sypali komplementami. Jechałam z bijącym sercem, a wracałam na skrzydłach. Dyrek zapowiedział, że czekają na mnie z utęsknieniem, bo pracy jest full, a na dokładkę chcą żebym została kierowniczką projektu rozbudowy laboratorium. Zmian w firmie dużo, ze 12 nowych osób, imion kompletnie nie zapamiętałam, bo co chwilę kogoś poznawałam. Ogólnie wróciłam podbudowana i spokojniejsza o przyszłość. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s