Babskie święto

Dopiero znalazłam czas by dokończyć weekendowe opowieści.. bowiem na morzu i urodzinowej imprezie dzień się nie skończył.

 Po powrocie z podróży zaczęło się szykowanie. Sałatkę z tortellini miałam już zrobioną od rana, przygotowałam sukienkę na wieczór, bolerko i wszystkie dodatki. Po karmieniu, kąpieli Młodego i wstępnym usypianiu mogłam podejść do Hani, gdzie już zebrała się silna 10 osobowa grupa pod wezwaniem – kobiety górą! Wpisowym była jedna potrawa i %, więc kiedy przybyłam od razu poszła w ruch nasza weselna. Dla matki karmiącej przeznaczono sok jabłkowy i współczucie 😉 Choć przyznaję, że w ogóle mnie do alkoholu nie ciągnęło i nie potrzebowałam go, by dobrze się bawić. Dziewczyny były już lekko zrobione, wesoło trajkotały i wygłupiały się tak, że mam niezły materiał zdjęciowy – ze szminkowymi śladami ust gdzieniegdzie 🙂 Potem poszły w ruch lakiery do paznokci i też się załapałam na malowanie, gdyż czasu w domu zabrakło na czerwone pazurki. Przed samym wyjściem nastąpiła jeszcze walka na obcasy i ekipa ruszyła do lokalu na tańce hulańce i swawole.

 

 

 

 

 

szpile

 

 

 

 

 

Ja natomiast ruszyłam do karmienia i usypiania naszej syreny alarmowej, bo po dniu tak pełnym atrakcji kompletnie spać się Synkowi nie chciało. Po pacyfikacji, poprawieniu makijażu, wskoczeniu w małą czarną i krótkie kozaczki na obcasie wybyłam w taneczny świat i ja. Tych obcasów trochę się obawiałam, gdyż nie nosiłam się tak od 1,5 roku! Ale o dziwo nie zapomniałam tej umiejętności – to chyba jest jak z jazdą na rowerze. Fakt, że nie były to takie szpile jak u koleżanek, ale dla mnie wystarczające wyzwanie. Porwałam do auta jeszcze Beatę z Kamilą, które świętowały dzień kobiet domowo przy winku i dołączyłyśmy do loży pełnej roześmianego towarzystwa. Zrobiło się nas 16 czarownic, więc można sobie wyobrazić jaki był hałas i ruch przy ławie. Usłyszałam masę komplementów na temat pociążowego schudnięcia i kieckę chciały mi zabrać, albo choć zaklepać pożyczkę na inny termin. W ogóle skrzydła mi urosły i unosiłam się dwa metry nad ziemią 🙂 Tańczyłam, póki DJ grał kawałki z lat 80-90 (zarządził dla mnie kawałkiem Prince’a „Kiss”), później na scenę wskoczył zespół z gitarami i zrobiło się jak dla mnie zbyt rockowo. Na szczęście grano naprzemiennie więc zdążyłam się wytańczyć i przed 3 powróciłam do roli mamuśki.

 

Gdyby nie ten koncert, impreza byłaby idealna no i gdybym na drugi dzień nie czuła się jak na kacu, mimo że ani kropelki % nie było – bo jak widać jednak odzwyczaiłam się od nocnego wychodzenia. Tym bardziej cieszyłam się, że pogoda dopisała i mogliśmy pojechać z Małym na spacer nad jezioro.

 

 

 

 

 

nad jeziorem

 

 

 

 

Dotleniłam się tam i ochłonęłam wystawiając twarz do słońca… 

 

Weekend zakończyliśmy u Dziadków na obiedzie i zabawach z Małym, a że wczoraj było kolejne święto – tym razem Dzień Mężczyzny, to po słodkościach i przytulankach poczułam jak wyczerpały mi się baterie i odpłynęłam w godzinną drzemkę. Ostatnie dni były pełne wrażeń, pora trochę się wyciszyć – ale nie na długo – bo już uruchamiają mi się marzenia o wiosennych, słonecznych plenerach… 

 

 

 

 

 

 

słonecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s