Taneczne plany

Od poniedziałku domowy ruch – pranie, płacenie rachunków, gotowanie żurku – wszystko z doskoku i na raty między karmieniem, przewijaniem, bujaniem, zabawą i usypianiem – ale grunt, że skutecznie 🙂 Nawet kanapki Mężulkowi do pracy machnęłam. Były też i spacery, choć ostatnio za każdym razem zawijające do apteki, bo coś ta sucha skóra u Malucha nie chce odpuścić. Na głowę Linomag, na nogi Lipikar i dalej walczymy. Chyba będę musiała posłuchać rady Bożeny, ale najpierw jutrzejsza wizyta u dermatologa – niech się wykaże tak, żeby zadziałało. Asia – koleżanka zwolniona ostatnio z pracy – przybywa by pomóc mi przy transporcie Synka, szykowaniu go tam do badania, a później odholowaniu go do domu gdzie posiedzimy sobie na pogaduszkach. Trzeba ją trochę wesprzeć i dodać jej otuchy bo jest mocno podłamana..


Z racji, że sen z powiek mi zdejmowało myślenie o powrocie do pracy i opiece nad Synkiem w tym czasie, to wybrałam się dzisiaj do upatrzonego przez nas prywatnego żłobka. Na państwowy nie ma co liczyć, w kolejce jest 1200 oczekujących dzieci, a żłobków na całe miasto 8 sztuk – po prostu farsa. Dostają się dzieci samotnych matek, z zasądzonych alimentów, z biednych rodzin i po znajomościach, jeśli ktoś takowe ma. My nie mamy więc niestety cza będzie słono za prywatny żłobek zapłacić. Siła wyższa, opiekę Mały na czas naszej pracy musi mieć. I już ma 🙂 Zajęłam mu miejsce, wpłaciłam wpisowe więc jest zaklepane. I chociaż to dopiero na następny rok, to okazuje się że byłam już czwarta w kolejce. Nic dziwnego, że słyszy się o ciężarnych, które jeszcze nie urodziły, a już robią rezerwację. Szalone czasy mamy! Mimo wszystko, mogę odetchnąć i spać spokojnie.

 

 

Obejrzałam „Bogowie”, choć nie przepadam za takimi klimatami w filmach. No ale taki szum dookoła tej ekranizacji, więc poszłam za falą. Kino nawet dobre, ale niestety po szpitalnych i porodowych przeżyciach, jakoś mi nie podeszły lekarskie klimaty, aczkolwiek do końca filmu dotrwałam. Na następny film będzie czas chyba dopiero w weekend, choć też wcale nie powiedziane, bo mamy kumulację imprez. Tak to jest, jak się nic nie dzieje to nic, a jak już ruszy to wszystko razem.


Szykują się urodziny cioci Teresy i wujka Wieśka, połączone z wyjazdem w nadmorskie rejony. Rodzinka robi niespodziankowy najazd, trzeba będzie przygotować jakąś sałatkę i auto w trasę. Tort z napisami już zamówiony, a i czekoladki czekają na wręczenie. Sałatka przyda mi się podwójnie, więc muszę jej zrobić więcej, bo spotykam się potem z dziewczynami na beforek przed wyjściem na tańce 🙂 Cieszę się bardzo na to wyjście! Przymierzyłam już zaplanowaną sukienkę i efekt po moim „karmiącym” schudnięciu jest extra! Nawet z tej okazji zapisałam się na regulację brwi i hennę – jakoś bowiem po tej ciąży trzeba się koleżankom zaprezentować 😉

 

 

 

 

 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s