Mało tłusty czwartek

Rano pisze do mnie koleżanka Kasia – a Ty możesz jeść pączki, bo bym kupiła w drodze do Ciebie? Ehh, a ja chyba średnio mogę.. jednak mimo tego kawałek zjadłam – bo to przecież na szczęście! 😉 Oby tylko Mały był równie szczęśliwy i nie dał nam wieczorem koncertu.. Z Kasią (kiedyś razem pracowałyśmy) sobie pogadałam przez trzy godziny przy herbacie waniliowo-miodowej.. Trochę nam szło na raty przez karmienie i przewijanie, ale ogólnie zdążyłyśmy potrajkotać i o pracy, o tym jak to się teraz w firmie pozmieniało i o sprawach osobistych, o dziecku, o moich przeżyciach ciążowych i porodowych, oraz o jej działalności w sztabie prezydenta miasta. Usłyszałam od niej parę komplementów na temat figury, fryzury i cery (fiu fiu aż urosłam), dostałam bukiet róż na pierwszą wizytę, do tego za oknem świeciło piękne słońce więc później ruszyłam na 1,5 godzinny spacer nad jeziorko i nastrój dzięki temu mam dziś mocno zwyżkowy..

 

Na dokładkę wreszcie doczekaliśmy się komody! Zamówiona pod koniec października u faceta, który robił szafę, po to by meble stanowiły komplet. Naczekałam się na nią ponad 3 miesiące, ale było warto. Jest taka jak ją zaprojektowaliśmy, są i szuflady i półki zakryte drzwiami przesuwanymi i miejsce na przyszłościowy telewizor – choć akurat do niego to mi się nie spieszy 😉 Żyję bez telewizora ponad 10 lat i nie jest mi do szczęścia potrzebny..

 

 

Przedwczoraj odwiedziła mnie Beata, przynosząc w darze ręcznik plażowy dla Maluszka, taki wkładany przez głowę, z kapturem, który będzie w sam raz na nasz pierwszy letni urlop z dzieckiem (już się doczekać nie możemy) 🙂 Wieczorem podskoczyliśmy zatankować auto (4,15 zł/litr) i przy okazji po koc do wózka, bo ten co mamy przyda się bardziej w domu. To jest taki market, w którym za każdym razem spotykamy kogoś znajomego – tym razem byli to – koleżanka z produkcji Aga i kumpel z technicznego Krzysiek. Co się nasłuchałam o firmie to moje i tym bardziej się cieszę, że jeszcze jestem na wolnym.. Do tego już przy kasie spotkaliśmy wujka mego Męża więc można powiedzieć, że było i rodzinnie 😉

 

 

A wczoraj przed wizytą u moich rodziców zajechaliśmy jeszcze do kościoła ustalić termin chrztu Synka i zrobić zapis, żeby było zaklepane. Trochę mnie martwi ten temat, bo o ile z chrzestnym nie ma problemu, to na chrzestną nie mamy kogo wybrać. Z dwiema kuzynkami mamy bardzo mały kontakt, a ciotka którą sobie wymarzyliśmy na chrzestną ma tylko ślub cywilny. W oczach kościoła odpada.. a nam zależy – i co tu zrobić? Wiadomo, że chcielibyśmy kogoś z rodziny, choć ja się już nastawiam, że w razie czego poprosimy którąś z moich koleżanek. Zobaczymy jak to wyjdzie..

 

A na razie póki Szkrabek usnął dotleniony po spacerze wrzucam ciąg dalszy filmu o królowej Elżbiecie. Ostatnio mam fazę na kostiumowe, np „Hrabia Monte Christo” zrobił na mnie tak duże wrażenie, że chyba sięgnę też po książkę o tym tytule. Choć lepiej byłoby najpierw przeczytać, a później obejrzeć (tak jak mi się to udało przy Elżbiecie I), no ale wyszło jak wyszło..

 

 

 

 

 


Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s