Ciężarówka

Zaczyna się robić ciężko.. a wszystko przez kręgosłup, któremu coraz trudniej nosić ten ciężarek z przodu 😉

 

 

I miesiąc – jeszcze nie wiedziałam, że jestem w ciąży..śmiagałam na fitness, jeździłam na rowerze, wędrowałam na bieżni, robiłam skłony, przysiady i formę miałam całkiem całkiem..

 

 

II miesiąc – forma zaczęła spadać, coś wracałam do domu bardziej zmęczona, mniej ćwiczeń wykonywałam, a po prysznicu brało mnie osłabienie, że tylko paść i spać.. o tak, spanie zastąpiło wszelką formę ruchu 😉 Kiedy zrobiłam test, wszystko było już jasne jak słońce, a u lekarza potwierdzili, że nasze Słonko rośnie mi już w brzuchu.

 

 

III miesiąc – chęć spania i osłabienie, które przybierało na sile w pracy, kończąc się bólem podbrzusza dały sygnał do odwrotu z codziennych firmowych obowiązków. Przeszłam na tryb domowy, bezstresowy i relaksacyjny 🙂 wspaniałe uczucie, kiedy nie trzeba zrywać się o świcie, gnać do papierów, ślęczeć na stresujących zebraniach i wykonywać poleceń szefów.. Nareszcie odetchnęłam! Byłoby już w ogóle super, gdyby nie zaczęły się mdłości 😉 Na szczęście bez efektu końcowego, więc dało się to znieść..

 

 

IV miesiąc – samopoczucie zwyżkujące! mdłości przeszły jak ręką odjął, wróciła energia i odeszło spanie, o każdej porze dnia i nocy.. pozostały jedynie pobudki z racji ucisku na pęcherz, ale i to nie trwało stale, do wytrzymania i do odespania kiedy się ma tyle czasu wolnego 🙂 Cieszę się, że to w tym miesiącu wzięliśmy Ślub, bo i brzuszek nie był jeszcze taki duży i siły były na tańcowanie i przeżycie naszego cudownego dnia (i pięknej nocy) z całą radością Zakochanych..

 

 

V miesiącpodróż poślubna wykupiona w czasie, kiedy nie byłam jeszcze w ciąży wisiała na włosku z racji zbliżającego się lotu samolotem, ale po USG i kontroli szpitalnej okazało się, że nie ma żadnych przeciwwskazań bym mogła latać 😉 Majorka, słońce, kąpiele w kryształowym morzu i zwiedzanie doszły do skutku i przyniosły wiele radości – tym więcej, że w tym czasie poczuliśmy pierwsze ruchy naszego Synka i czujemy je do dziś 🙂 A w samolocie czułam się lepiej niż przed ciążą.. Nawet strój kąpielowy jeszcze na mnie pasuje i oby tak zostało do końca sierpnia, bo nie chcę kupować nowego. Potrzebne mi były jedynie szersze i dłuższe koszulki, jedna sukienka ciążowa i poszerzacz z dziurkami (za całe 6 zł sztuka), dzięki któremu mogę nosić wszystkie moje portki i spódnice na guziki

 

 

VI miesiąc aż trudno uwierzyć, że minęło już tyle czasu.. brzucho już dużo większe, przez co plecy zaczynają wyginać się do przodu i pobolewać.. zwłaszcza po dłuższych podróżach samochodem, tańcowaniu na koncertach i siedzeniu w jednej pozycji.. na razie ból umniejsza się po odpoczynku, ale w miarę wzrostu Maleństwa widzę, że będzie coraz ciężej. Dlatego biorę się za ćwiczenia i chociaż 10 minut dziennie chcę poświęcić na wzmacnianie mięśni pleców.. Karimata już czeka, pora ruszać do działania 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s