Kayah „na” Ogórku

Tak wszystko poustawialiśmy, że się dało. W sobotę od rana brata w auto i z nim nad jezioro do rodziców, po drodze zahaczając o cukiernię – ciasto i bezy. Na świętowanie 40 rocznicy ślubu poszedł szampan i nawet skusiłam się na łyka 😉 w końcu za zdrowie rodziców! Upał był niesamowity, więc resztę dnia spędziliśmy nie wychodząc praktycznie z jeziora i chowając się pod plażowym parasolem.

 

Po grillu ruszyliśmy w trasę do Kalisza Pomorskiego wpadając w dziurę tuż przed samym dojazdem. Poszło chyba coś w tłumiku i z daleka słychać nas było jak traktor. Traktor, nie traktor grunt że dojechaliśmy na Święto Ogórka 🙂

 

 

 

 

 

 

ogóry

 

 

 

 

 

 

Muzyka grała, jarmark, kramy i wioska ogórkowa przyciągały zapachami ogórkowej, kopru, waty cukrowej, gofrów i hot dogów. Niezła mieszanka!

 

 

 

 

 

nietypowe casino

 

 

 

 

 

Do tego darmowe skoki na bungee i równie darmowy słój ogórków kiszonych – to drugie w sam raz dla ciężarówki takiej jak ja. Swoją drogą przed ciążą też uwielbiałam ogórki kiszone! Na miejsce przybyły Sylwia z Anią, Hania, Ula z Tomkiem, Dorota, Katarina z Michałem i dzieciakami więc była nas całkiem spora ekipa. Na topienie i wyławianie beczek z ogórkami nie zdążyliśmy, ale przeszliśmy się nad to słynne jezioro zwane ogórkowym.

 

 

 

 

 

 

jezioro ogórowe

 

 

 

 

 

Później pogaduchy i oczekiwanie na koncert.. Kayah wyszła w kręconych włosach, dżinsach i świetnej błyszczącej bluzce z szerokimi rękawami. Była tak wyluzowana, że śpiewała i tańczyła na boso 🙂

 

 

 

 

 

 

Kayah

 

 

 

 

 

Poleciały jej znane utwory – Supermenka, Testosteron, Na językach i piosenka nagrana z Bregovicem Nie ma, nie ma ciebie i Śpij kochany, śpij.. Fajnie było usłyszeć te kawałki na żywo i zobaczyć tę znaną piosenkarkę..

 

 

 

 

 

 

kayah

 

 

 

 

 

niestety nie zostaliśmy do końca bo czekała nas jeszcze podróż do Marcina rodzinki. Dotarliśmy nocą i tu wzięto nas za motor 😉 Potem przed ukrop panujący za oknem nie mogłam zasnąć do 3 w nocy więc równie upalną niedzielę przetrwałam na pół sennie.. marzyła mi się woda i cień, tymczasem była msza za dziadka, rodzinka obejrzała weselne fotki i nasz album ze ślubnej sesji zdjęciowej. Na obiad znowu był grill, a po lodach na deser zawinęliśmy w trasę do domu. Uff to był ciekawy, ale przez to gorąco trochę męczący weekend…

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s