Majorka

Pierwszy raz lecieliśmy z Berlina, lotnisko duże, biuro podróży z Niemiec ale jakoś się w tym odnaleźliśmy 🙂 Lot na Majorkę trwał 2,5 godzinki i przeszedł bezproblemowo, a wręcz z darmowymi kanapkami i napojami serwowanymi przez stewardesy więc miło z ich strony. Zmieniliśmy pokój na 3 piętro, bo na 1 nie było widać morza ani basenu..w recepcji pełna kulturka, a okolica warta była tych widoków! Trzy baseny i jacuzzi, dużo palm i drzew z czerwonymi kwiatami.. dwie duże plaże tuż przy hotelu.. JAK z BAJKI! 🙂 

 

 

 

 

 

plaża w Paguerze

 

 

 

 

 

Morze okazało się trochę chłodniejsze niż w Grecji, ale równie kryształowe i błękitne. Natomiast jedzenie jak dla mnie wypasione..codziennie świeże surówki, które mogłam komponować z różnych warzyw łącznie z oliwkami, kaparami, kiełkami i innymi rarytasami. Mięska różne do wyboru, frytki lub podpiekane ziemniaczki, a jeszcze jak podali bób byłam zachwycona. Do tego codziennie na deser arbuzy, melony i ananasy..ciasta, czipsy, ciasteczka i lody do oporu 😉 Taki wybór to ja rozumiem!


 

 

Po pierwszych zachwytach i kąpielach postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę objazdową po wyspie, żeby zobaczyć coś więcej niż nasze miasteczko PAGUERA. Autokar zawiózł nas do SOLLER – uroczego zakątka po drugiej stronie gór gdzie był czas na zwiedzanie, robienie zdjęć

 

 

 

 

 

 

Soller

 

 

 

 

podziwianie zabytkowego tramwaju i sorbety lodowe robione z pomarańczy i cytryn zrywanych prosto z drzew..

 

 

 

 

 

pomarańcze

 

 

 

 

 

 Potem przesiedliśmy się na statek, którym opłynęliśmy Port Soller, skaliste wybrzeże, dopływając aż do wąwozu ukrytego za tunelowymi przejściami..

 

 

 

 

 

 

Port Soller

 

 

 

 

 

Widoki przepiękne, wysokie góry dookoła, kamienista malutka plaża gdzie można było zrobić sobie przerwę ale fajniej było chłonąć takie miejsce niż rozkładać się z ręcznikami 😉

 

 

 

 

 

 

Błękit morza

 

 

 

 

 

 

tunelem do wąwozu

 

 

 

 

 

 

A później rozpoczęła się jazda z zakrętami pod górę! Autokar sunął wąską drogą, pod dużym kątem nachylenia i kiedy spoglądałam przez okno miałam wrażenie, że milimetry dzielą nas od przepaści 🙂 Naprawdę wielki szacun dla kierowcy, że bez problemu radził sobie z górą Sierra de Tramontana! Wjechaliśmy 628 mnpm.. i chcąc, nie chcąc trzeba było z tej wysokości zjechać..

 

 

 

 

 

 

Tramontana

 

 

 

 

 

 

Po takich atrakcjach przydał się dzień wolny, plażowanie, łasuchowanie i całkowity relaks.. W dwa dni opaliłam się na mulatkę i choć zakrywałam brzuszek, to i on przy śmiganiu nad morze, czy do basenu załapał trochę kolorku. Na szczęście czułam się bardzo dobrze, nawet wieczorami miałam jeszcze odrobinę siły na spacer do miasteczka, albo żeby podziwiać zachód słońca 🙂

 

 

 

 

 

 

zachód słońca

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s