Za ten mąż

Wyszłam za mąż!

I stało się, prawie roczne przygotowania do tego szczególnego dnia zostały uwieńczone sukcesem – JESTEŚMY MAŁŻEŃSTWEM – nareszcie 🙂 Bo już nie mogliśmy się doczekać.. a to jak potoczy się ten dzień miało dla mnie duże znaczenie.

Potoczył się można powiedzieć idealnie mimo, że pogoda była pod znakiem zapytania.. Ale miałam ogromną nadzieję, że słońce jednak nam zaświeci i tak się stało. Popadało z samego rana (mówią, że trochę deszczu na szczęście też musi być 🙂 ), kiedy fryzjerka z dużą dawką cierpliwości upinała mi włosy. Ja byłam mniej cierpliwa, bo już spieszyłam się na makijaż. Marcin w tym czasie jechał na przystrojenie auta oraz do lokalu poustawiać winietki na stole i zobaczyć jak wygląda sala, w której niedługo będziemy balować. Wraz ze świadkiem dowiózł mi storczyki do wpięcia we włosy, bukiet i moją suknię, która do dnia ślubu była przed Narzeczonym ukrywana 🙂 

Pani Karolina w godzinkę znowu wyczarowała na mej twarzy cud makijaż, był więc czas na zjedzenie małego obiadu, żebyśmy mieli siły przetrwać dwugodzinną sesję zdjęciową.. Myślałam, że będę bardziej spięta, a okazało się, że obojgu nam podobało się studio, pomysły na zdjęcia i prowadzenie całej sesji przez panią fotograf. Zresztą studio było rewelacyjne! W starej cerkwi, wśród wysokich murów i z rekwizytami w postaci starodawnej sofy, witraży i luster z rzeźbionymi ramami.

Cudo! Choć szczerze powiedziawszy w plenerze zdjęcia będą jeszcze piękniejsze. Bo od godziny 12 słońce nie opuszczało nas już ani na chwilę, niebo było błękitne i wiał lekki wiatr rozwiewając welon i falbany sukni… Pojechaliśmy nad rzekę i w naszym parku pośród drzew, zza liści i przy tej słonecznej pogodzie wyczarowano nam wspaniałe zdjęcia – widzieliśmy już ich próbkę w aparacie 🙂

Kiedy dojechaliśmy na ceremonię i zobaczyliśmy nasze rodziny i znajomych, czekających na nas, wystrojonych, z kwiatami w dłoniach, z uśmiechami na twarzy, to aż się wzruszyłam. Widok rodziców, których dzieci zaraz wezmą ślub i my sami, choć już nie dzieci to jednak dla nich zawsze.. wzruszający… Nie da się ukryć, że oboje mieliśmy łzy w oczach 🙂 Powitania, dokumenty, drżące dłonie, lekkie oszołomienie, elegancka sala no i słowa PRZYSIĘGI przy której wzruszenie odbierało mowę. Później toast szampanem, ryż we włosach, grosiki na szczęście, wystrzelone białe płatki, kolejka serdecznych życzeń, uścisków i całusów A o północy życzenia urodzinowe dla mnie! Tak to nam się termin udał, że po odśpiewaniu Sto Lat mogłam rozpocząć nowy rok życia oczepinami i tańcami 🙂

Będziemy mieli co wspominać na długie lata, od tej chwili już jako

MĄŻ i ŻONA 🙂 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s