KAMP! – ach cóż to był za koncert!

Szał ciał i ciary po plecach!

Byłam pod ogromnym wrażeniem muzycznym 🙂 Dawno tak mocno nie odczuwałam dźwięków.. wspaniała elektronika, chłopaki (Tomek, Michał i Radek) dawali czadu, a to że polski zespół stworzył takie brzmienie (na miarę Daft Punk czy Chromeo – które leciało z głośników tuż przed występem),  na dokładkę napawa mnie dumą! Wokalista – Tomek Szpaderski czarował głosem ( i nie tylko 😉 ), a jednocześnie grał na klawiszach i na gitarze…

 

 

 

 

 

 

Tomek

 

 

 

 

 

Lokal swą surowością pasował do tej elektroniki, ale okazał się zdecydowanie za mały. Bilety były wyprzedane co do jednego już wcześniej i mam nadzieję, że to da do myślenia organizatorom, żeby KAMP! zaprosić raz jeszcze do naszego miasta na większe salony 🙂

 

 

 

 

 

 



 

Koncert był czadowy!

 

Zespół bez zadęcia, wyluzowany ale momentami widać było, że jeszcze oszołomiony fanami (te nieśmiałe uśmiechy i spuszczony wzrok), brawami i okrzykami w ich stronę. Zaskoczeni byli, że znamy ich imiona i teksty piosenek (aż mnie gardło bolało od śpiewania) 😉

 

 

 

 

 

Tomek i Michał

 

 

 

 

 

 

Tomek i Radek

 

 


Jestem zachwycona i chcę jeszcze..!

Mała rocznica

Zostałam zaproszona do kina, z okazji naszego romantycznego święta 🙂 Poszliśmy na zimową bajkę, całkiem sympatyczną, chociaż trochę za dużo w niej śpiewano. Ale obrazy, śniegi, emocje i trochę śmiechu nastroiły mnie wesoło..

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z tej wesołości wskoczyłam na chwilę do mojego ulubionego kosmetycznego i chłonęłam oczami przedświąteczne promocje. Było tak kolorowo, pachnąco i kusząco 😉 dobrze, że oszczędzam na telefon (mój już wieloletni, przedpotopowy) to nie wydałam za dużo, poza tym w weekend chcę się tu wybrać jeszcze raz i nabyć parę prezentów dla bliskich. Część już mam kupione w ciągu roku, dziś może zasiądziemy przy allegro żeby trafić torebkę dla Zosi no i trzeba pomierzyć Marcina bo mamy fajną bluzę na oku. Jakoś ja sama nie umiem się przekonać do kupowania ubrań przez internet. Dlatego, kiedy w Lidlu trafiła się okazja kupić kurtkę (taką do śmigania na kijkach, wiatroszczelną i wodoodporną) to już dzień wcześniej o 20 na nią polowałam, żeby przymierzyć, dotknąć materiał i dopiero nabyć. 

 

 

W pracy trwa akcja szlachetna paczka, oddałam na nią filiżanki, których nie używałam, a od Marcina przywieźliśmy cały karton proszku do prania. To się zawsze przydaje. Będą jeszcze mydło i płyn do mycia naczyń. Kolega znalazł sponsora na kanapę dla samotnej matki wychowującej trójkę dzieci. A ja tradycyjnie przejrzę jeszcze szafy w poszukiwaniu czegoś dobrego, ale już nie używanego. Na mieście widać też plakaty WOŚPu, ale zanim to, to jutro KONCERT – i już mnie nosi! a w weekend czeka nas jarmark bożonarodzeniowy – więc będzie się działo, a ja lubię kiedy się fajnie dzieje 🙂

Republika wyobraźni

Weekend spędziliśmy u rodzinki M, gdzie babci w trakcie rekonwalescencji prócz córki pomagają też zwierzaki. Tuląc się do niej i wywołując uśmiech na twarzach wszystkich. Misiek i Aga potrafią ganiać się przez całe mieszkanie, podgryzać i zdzielić czasem łapą. Ale jedno jest bardzo za drugim i widać, że świetnie się razem bawią 🙂 A to co Misiek wyczynia na chodziku ścigając własny ogon wokół małej półki to przechodzi pojęcie i to nie tylko ludzkie, ale i zwierzęce. Prawie się tam turla, robi fikołki dookoła rurek, wygina się na prawo i lewo i aż dziw, że ani razu nie spadł. Zresztą nawet jakby spadł to pewnie i tak na cztery łapy..
Kiedy zaczęliśmy pompować materac, jaśnie Pan Kot zaległ na środku jak król i nie zszedł, dopóki nie zaczął podskakiwać na powietrznej poduszce. Nocą włączał swe oczne latarki i buszował nam nad głowami. Na szczęście psiak spał cicho do samego rana, czego nie można było powiedzieć o mnie, bo budziłam się co chwilę przy każdym obrocie na trzeszczącym materacu. Pocieszał mnie fakt, że M. bardzo tulił się do mnie przez sen i dzięki temu było mi ciepło i tak przytulnie…
Znowu poczułam zew podróży, gdyby nie to, że wielkimi krokami zbliża się zima to już byśmy pojechali pozwiedzać jakieś nowe miasto. Ale mżawka i chłodny wiatr skutecznie do tego zniechęcają. W trasie zrobiłam zdjęcie kolorowej Republice wyobraźni – hotelowi, w którym królują wszystkie barwy tęczy i kombinacje różnych elementów, od nadmiaru których mogą rozboleć zęby, ale innym może się bardzo podobać 😉 Co o tym myślicie?
Co by nie mówić, w takim hotelu i wśród tylu kolorów nie widzi się zimy – nawet jak się wyjrzy przez okno, bo dookoła również jest tęczowo..