Wielkie nadzieje

Film na który miałam chęć już dawno i o którym zapomniałam.. przypomniał mi się, kiedy szukałam nowych piosenek i brzmień dla mojego ucha. Przy przeglądaniu youtuba natknęłam się na piosenkę z „Great expectations” i tym razem już nie odpuściłam..

 

Podobał mi się, choć chyba większe by zrobił na mnie wrażenie gdy byłam młodsza, gdy bardziej przeżywałam romantyczne historyjki, do jakich ta należy.. Bogata dziewczyna, wychowywana przez zranioną i nastawioną negatywnie do mężczyzn, ciotkę.. ubogi chłopak z talentem, dzięki któremu zdobywa kasę i uczucie.. które jest w stanie przetrwać wszystko…..

 

 

 

 

 

 

Ogród dendrologiczny

To już trzeci ogród dendrologiczny, który odwiedziliśmy w ostatnim czasie – normalnie wysyp ogrodowy 🙂 Hortulusa żaden chyba nie przebije, ale i te mniejsze mają w sobie dużo uroku..

 

W Glinnej zrobiłam zdjęcia nietypowym drzewom i ich owocom, pierwszy raz widziałam pigwę (choć piłam już z niej nalewkę 😉 ), podobał mi się ostrokrzew i roślina cała obsypana niebieskimi kulkami (nazwy nie pamiętam).

 

 

 

 

 

ostrokrzew

 

 

 

 

 

 

i trochę niebieskiego

 

 

 

 

 

pigwa

 

 

 

 

 

Świetne były też fasole rosnące na drzewie i krzew o zielono-czerwonych liściach. Było gdzie pospacerować i dotlenić się, a że blisko stamtąd było nad jezioro to skoczyliśmy jeszcze nad Miedwie..

 

 

 

 

 

ogród

 

 

 

 

 

zielono-czerwono

 

 

 

 

 

 

 fasola na drzewie?

 

 

 

 

 

 

ciiiiiissss

 

 

 

 

 

W poniedziałek rano natomiast zachwycił mnie kolor nieba – niebieski przeplatał się z różem i czerwienią tworząc niesamowitą łunę! A w pokoju wyglądało jakby ktoś zapalił nastrojową lampę, taki blask bił od tego nieba.. Kiedy taki widok zaczyna tydzień, to znaczy, że będzie to bardzo dobry tydzień 🙂 

 

 

 

 

 

łuna

Iluzja

Sobota była taka, jak zapowiadano, a nawet cieplejsza. Nie spodziewałam się jednak, że 7 września będziemy jeszcze wygrzewać się w słońcu w strojach kąpielowych przy 25 stopniach C 🙂

 

 

 

 

 

 relaks nad wodą

 

 

 

 


Wyspałam się, odpoczęłam, poczytałam „Rozważną i romantyczną” nad wodą.. cud, miód i bąbelki. Rozmawialiśmy potem sobie o wszystkim i o niczym, rozwiązywaliśmy krzyżówki, a wieczorem wrzuciliśmy na nasz mały laptopowy ekran „Iluzję” – film o magii i kombinowaniu – ciekawy był, taki czarodziejsko-złodziejski 😉

Capital Cities

Ostatnia wędrówka na kijkach – ok 11 km! – zaprawiła mnie w bojach i zmobilizowała do dzisiejszej wędrówki.. ale dziś, po całym tygodniu pracy miałam zdecydowanie mniej sił.. Jednak 2 okrążenia nad jeziorem pękły. Rollo kebab mobilizuje 😉

Żeby nie było, że tu tylko hamburgery, kebaby i ciasto francuskie wcinamy – to są rarytasy, które po prostu chciałam przetestować kulinarnie. Z efektów jestem zadowolona, więc od czasu do czasu mogę coś takiego przygotować – tym bardziej, że prócz bułki czy placka są tam świeże warzywa i niewielkie kawałki mięska.


 

No ale dość o jedzeniu, lato jeszcze się trzyma – ciepło i słonecznie przez te ostatnie dni, a weekend zapowiada się podobny – nawet prorokują 23 stopnie.. może więc jutro śmigniemy nad jakąś wodę…  jednak najpierw trzeba się wyspać… koniecznie!

 

 

 

 

 

 


Dla relaksu, przy piątku, dwie sympatyczne piosenki zespołu Capital Cities, który ostatnio wpadł mi w ucho.. i w oko też, bo teledyski pocieszne 🙂 Miłego weekendu…

 

 

 

 


Placki z cukinii i inne smakowitości

Usmażyłam ostatnio

 

Placki z cukinii:


-1 duża cukinia, zetrzeć i odsączyć

-3-4 łyżki mąki (do konsystencji gęsto-płynnej)

-1 jajko

-szczypta soli

 

i smakowały mi nawet bardziej niż ziemniaczane,  były tak jakby lżejsze i delikatniejsze.. O dziwo nawet Marcin zjadł ze smakiem, choć nie przepada za cukinią.

Z kolejnych kulinarnych nowości –  po hamburgerach – nadchodzi pora na ROLLO KEBABA. Nabyłam w Lidlu placki tortillowe i trzeba będzie poeksperymentować. Hm.. tylko muszę podpatrzeć sposób zawijania, żeby mi te smakowitości z warzyw i kurczaka, w sosie, nie wyleciały ze środka placka 😉 

 

 

 

 

rollo home made

 

 

P.S. Nie udało się profesjonalnie zawinąć, za to wyszło pysznie 🙂

 

 

Jeszcze, w kolejce smakowitości, czekają – ciasto francuskie, twaróg i rodzynki – z których to powstaną ślimaczki z twarogowym, słodkim nadzieniem. Już raz takie upiekłam i z przyjemnością to powtórzę, na jakiś weekendowy deser 🙂

 

 

 

 

ślimaczki

 

 

foto: kulinarni.pl

(później wrzucę moje – przy pierwszym pieczeniu obiekt do fotografowania został pochłonięty w zbyt szybkim tempie)

 

 

Ślimaczki z ciasta francuskiego:

-rodzynki sparzyć wrzątkiem i odczekać aż namiękną i ostygną

-twaróg rozgnieść z cukrem pudrem (do smaku), odrobiną śmietany i połączyć z rodzynkami 

-gotowe, kupne ciasto rozłożyć na papierze do pieczenia

-wysmarować w całości, na płasko, masą twarogową

-zwinąć całość w rulon i pokroić w roladowe krążki

-krążki ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posmarować pędzelkiem z wierzchu jajkiem i zapiekać w temp. ok 200 st. C przez 15 minut, aż do zrumienienia

 

SMACZNEGO.

 

Dobrze, że w weekend ćwiczyłam sprzątanie, dziś ćwiczyłam prasowanie, a jutro idę na kijki, bo po takich rarytasach trzeba spalić kalorie 😉

Dom dziecka i Morze

Wczorajszy dzień spędziliśmy nad morzem, łapiąc słońca ile się tylko dało.. a dało się dało, bo na plaży momentami było gorąco 🙂 Niektóre morsy nawet się kąpały! My i Kasia pozostaliśmy jednak niewzruszeni na zew morskich fal i leniuchowaliśmy debatując o podróżach… Później spacer po piasku, na molo i gofry z owocami i bitą śmietaną na zakończenie lata. O frytkach i lodach nie będę wspominać 😉 Fajnie było…

 

 

 

 

morze nasze morze...

 

 

 

 

 

kwiecisty

 

 


 

 

odpłynąć..

 

 

 

 

 

Później podjechaliśmy do Lubina, gdzie zupełnym przypadkiem trafiliśmy na przepiękny widok ze wzgórza Grodzisko.  I schodami wspięliśmy się na Zielonkę podziwiać ten sam widok trochę z innej strony.

 

 

 

 

 

Grodzisko - Lubin

 

 

 

 

 

widok w Lubinie

 

 

 

 

 

Zdążyliśmy przed deszczem i już w, zapakowanym dość mocno rzeczami i torbami, aucie czekaliśmy na drugą ekipę wiozącą kolejne dary dla Domu Dziecka. Tomek, Sylwia i Julita nadjechali też z wypełnionym po brzegi bagażnikiem i zajętym pakunkami tylnym siedzeniem.

 

Przyznam, że wzruszająca to była chwila, kiedy czwórka małych dzieciaczków wybiegła nam na powitanie 🙂 Jak się jeden maluch przykleił do Marcina nogi to wymiękłam.. dziewczynki również garnęły się do przytulania. Były śmiechy, wiatraki na rękach, dzielenie cukierkami i rozpakowywanie dwóch samochodów.. Serce rosło na widok ich uśmiechów, potem były opowieści o sytuacji tego domu, o pożegnaniu pani dyrektor i o wychowankach, którzy czasami odwiedzają to miejsce. Na szczęście prowadzący ten dom mają trochę wsparcia od starostwa, od pobliskiego miasta i możliwość kierowania dzieci do szkół. My też troszkę dołożyliśmy się do tej pomocy przywożąc szkolne przybory, ubrania i chemię gospodarczą której na te 30 dzieci idzie mnóstwo. 

 

 

 

 

 

dary

 

 

 

 

Wzruszające to były chwile.. jeszcze mam w oczach widok dzieciaczków tulących się do nas, bawiących się z nami przywiezionymi zabawkami i machających nam na pożegnanie.. 

Dziękuję wszystkim, którzy przez te dwa miesiące dokładali i zbierali rzeczy dla Domu Dziecka w Lubinie..